-

przemsa

Taryfa dzienna, taryfa nocna [1]

„Jeśli nawet historia ta nie jest prawdziwa, jest ona prawdziwym zmyśleniem.”
Marek Hłasko „Piękni dwudziestoletni”


minus jeden

Nie wiedziałem o tym mieście zbyt wiele. Dobra. Nic o nim nie wiedziałem. Co z tego, że spędziłem w nim pół życia, skoro czymś zupełnie innym jest orientowanie w popularnych miescach lokalnej metropolii, a czymś kompletnie odmiennym swobodne poruszanie się między dowolnymi punktami na jej rozległej mapie. Kilkaset tysięcy mieszkańców, całkiem sporo kilometrów kwadratowych powierzchni, kilkanaście dużych dzielnic. I w tym wszystkim ja. Facet, którego obowiązkiem jest umiejętność wybrania optymalnej, co do zasady najkrótszej, trasy z miejsca A do B. Zdany na siebie, samochód i protezę w postaci nawigacji GPS. Wystraszony i przejęty, bo nigdy wcześniej nie zarabiający w ten sposób na życie. Myślę, że już wtedy powinienem być zdumiony ogromem bezmyślnego tupetu, który pozwolił mi na przyjęcie tej roboty. Na tamten moment jednak starałem się nie zaprzątać sobie tym zbytnio głowy wierząc, że jakoś sobie poradzę. Faktycznie, „jakoś” (cudzysłów, biorąc pod uwagę początki – czyli lekko licząc pół roku - bardzo uzasadniony) dałem radę. Dałem, gdyż potraktowano mnie ulgowo przymykając oko na skargi klientów wydzwaniających raz, że czekali na taryfę zbyt długo, dwa, że taksówkarz nie za bardzo wiedział dokąd jechać... Czasem myślę, że może jednak lepiej byłoby, gdyby wtedy mnie wywalono.

***


zero

Upraszczając nie możesz liczyć na nikogo. Zakoduj sobie to dobrze. Z czasem poznasz innych taksiarzy i sam wyrobisz sobie na ich temat zdanie, ale ogólna zasada jest właśnie taka. Masz być jak dobry firewall, który standardowo zatrzymuje cały ruch, a dopiero później robi wyjątki. I nie uśmiechaj się tak głupkowato, bo to poważne sprawy. Będziesz chciał być mądrzejszy i cię zjedzą. Podkablują, wykorzystają, pomówią. Jeżeli przyszło ci do głowy, ze panuje tu jakaś zawodowa solidarność, zapomnij o tym. Jasne, przejaskrawiam, straszę i dołuję, jednak to dla twojego dobra. Wystarczy spojrzeć na tę twoją poczciwa gębę i już wiadomo, ze ufasz ludziom. Piękne to i szlachetne, ale nie w tym fachu. Wątpię, czy w jakimkolwiek bywa to zaletą, ale w tym niewątpliwie nie. Każdy z nas ciągnie w swoja stronę i ma gdzieś pozostałych. Większość chłopaków żyje właśnie z taryfy i od tego, ile i jakich zleceń dostaną, zależy ich budżet domowy. Tak wiec jesteśmy dla siebie konkurencja. Walczymy o miejsce na postoju, w sektorze, o zlecenia poza miasto lub do burdelu. Teoretycznie rzecz biorąc wszystko zależy od przypadku, ale zapewniam cię, że wielu nie przyjmuje tego do wiadomości. Szacują, spekulują, kombinują. Gdy trafi im się dobra trasa wierzą, ze to dzięki własnej zaradności. I często jest tak faktycznie, ale o tym przekonasz się sam gdy już będziesz miał za sobą przynajmniej kilkanaście tysięcy zleceń. Dla ciebie lepiej będzie, gdy sobie zakodujesz, że tu nie ma przyjaciół. Jeździmy na własny rachunek, a łączy nas tylko centrala. I to wyłącznie z tego powodu, ze nie mamy wyboru. W tym mieście nie da się wyżyć ze słupka licząc, ze małą ilość zleceń zrekompensuje się wysokimi stawkami. To znaczy da się, ale trzeba mieć twarda dupę i zero skrupułów. Osobiście wątpię, czy potrafiłbyś skubnąć staruszkę za kurs spod szpitala do domu, na jakich pięciu, sześciu kilometrach, na pół stówy. Gówno, prędzej pojechałbyś z nią za darmo, niż w ogóle wykrztusiłbyś z siebie, że tyle wyszło. A tyle musiałoby wyjść, żebyś ty wyszedł na swoje żyjąc z postoju. Pomijając ten detal, że z tych lepszych pewnie szybko by cię wywalili.
Ale to tylko dygresja.
Choć przy okazji warto dodać, ze tych niezrzeszonych olewasz totalnie, a oszustów udających taxi, bez licencji i numerów... Tych nie tylko olewasz. Nimi  pogardzasz. Kradną nam robotę jeżdżąc za grosze, więc nie miej litości. Mogą tak tanio wozić, bo liczą głównie paliwo. Ich tępotą skutkującą niezdolnością uświadomienia sobie chociażby tego, że auto czasem się psuje i zawsze zużywa nie będziemy się teraz zajmować. Ważne, że ciebie nie powinno wzruszać, że zapewne to życie zmusiło ich do takiego kombinowania, a w innych okolicznościach ple ple i tak dalej. Gdy ciebie zmusi, będziesz się tym przejmował. W każdym razie tak jak do naszych stosujesz zasadę ograniczonego zaufania, tak w stosunku do nich zasada jest jedna i sprowadza się do krótkiego "wypierdalaj". W odpowiedzi na każdą zaczepkę, ale możesz również poczęstować ich wiązanką spontanicznie, niespodziewanie, sam od siebie.
No i znów patrzysz się na mnie z niedowierzaniem…
Trudno. Żeby tylko później nie było, ze cię nie ostrzegałem. Znam cię i dobrze ci życzę, ale nie ta tyle, by tłumaczyć ci te oczywistości dwa razy. Jestem jak ta laska z ruchu oporu w Alo, Alo! - Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać!
Podsumowując:
Nie masz być podejrzliwy jak jakiś przygłup, ale po prostu zachowywać czujność i wyzbyć się naturalnej potrzeby kumplowania. Zapewniam, kumple sami się znajda i przekonasz się szybko, ze jest tu sporo fajnych chłopaków, którzy nie tylko nie obrobią ci tyłka, ale tez podadzą rękę gdy się potniesz nie oczekując nic w zamian. Ciebie da się lubić. Ja to wiem od dawna, ale to też tak po prostu na pierwszy rzut oka widać. Niestety na ten sam pierwszy rzut oka widać również, ze jesteś jeleń. Wszystko zależy więc od tego, kto patrzy. Dlatego też ani nie udawaj twardziela i cwaniaka, ani też nie szczerz zębów do każdego. Musisz jakoś wypośrodkować. Być uważnym, rozsądnym, cierpliwym i pracowitym. Pamiętaj zwłaszcza to ostatnie: jeździsz dla pieniędzy, a im więcej kilometrów nawijasz taryfą, tym więcej gotówki trafia do twojej kieszeni. Bywają wyjątki, ale szkoda teraz na nie czasu, bo są właśnie wyjątkami. Chyba, że jak debil szwendasz się bez celu lub zjeżdżasz co godzinę do domu odlać się i napić kawy, ale tak przecież nikt normalny nie robi. Jednym słowem jesteś teraz złotówa i ciułasz szmal. Skup się wiec na tym a będzie dobrze.
A teraz spływam.
Jak coś, dzwoń. Na razie do mnie, ale zbieraj tez numery od innych chłopaków. Nigdy nie wiesz, kiedy będziesz potrzebował pomocy.
O, proszę, zlecenie na giełdzie. Dość blisko. Zaraz zobaczymy... Jest, dostałem. Ty czemu nie kliknąłeś, miałeś takie same szanse, w końcu stoimy w tym samym sektorze? Bo gadamy? Musisz się orientować! Tu chodzi o twoje pieniądze! Nigdy o tym nie zapominaj!

***


jeden

- Siemka, miszczu. Ruszaj gibko, bo panna czeka.
- No cześć – dostosowałem się szybko to sposobu bycia faceta, któremu nawet nie miałem okazji się przyjrzeć, bo było już ciemno, gdy załadował mi się do samochodu. - Ale dokąd śmigamy? Wiesz, w tym mieście panien w bród. Sam rozumiesz, z każdego kąta się wylewają – poufale uzupełniłem.
Zdaje się, że przez moment zastanawiał się, czy aby nie drwię sobie z niego, ale najwidoczniej doszedł do błędnego wniosku, że po prostu zwykłem się tak wysławiać. Podał znany mi adres w centrum, bynajmniej nie agencji towarzyskiej, i ruszyliśmy. Celowo pogłośniłem radio, by w ten sposób dać mu do zrozumienia, że niekoniecznie palę się do dalszej konwersacji. Niestety aluzja okazała się zbyt głęboko zakamuflowana.
- Panna czeka na mnie w hotelu, robotę zaraz kończy. Bardzo jej się chce, ciągle wydzwania. Bujnęła się, jak tylko mnie zobaczyła. Kafelki tam im w kotłowni kładę – zagaił rozmowę.
- O – działałem już w trybie udanego zainteresowania, więc bez problemu nadałem swojemu głosowi odpowiednie brzmienie. - To może coś z tego będzie. Rodzina, dzieci i tak dalej… - zakpiłem.
- Weź – obruszył się. - Ja przecież mam żonę. Ona zresztą też mężatka. Na bara-bara się spikujemy. Ty, taksiarz, nie mów, że żadnej dupy na boku nie kirasz? – wyraził zdziwienie.
Postanowiłem nie odpowiadać. Lubię wprawdzie zwierzać się klientom z różnych spraw, często bardzo osobistych, jednak w tym przypadku uznałem, że ten akurat koleżka na to nie zasługuje.
- A jak tam, z kafelkowania da się wyżyć? – zmieniłem temat.
- Staaaaary – przeciągnął samogłoskę z właściwym dla osobników cierpiących na pewnego rodzaju deficyty umysłowe zblazowaniem. – Staaaary – powtórzył. - Na taryfie w życiu tego nie wyciągniesz.
- W to nie wątpię – by dać mu się poczuć jeszcze lepiej przytaknąłem. – Ale tylko kafelki, czy jeszcze coś robisz.
- Wszystko, stary – tym razem krótko i stanowczo doprecyzował. - Kafelki, panele, malowanie, stolarka, elektryka, ocieplenia, docieplenia, mechanika pojazdowa, lakiernictwo i studnie głębinowe. Te kopie z bratem i kuzynem szwagra - różdżkarzem.
- Człowiek orkiestra – z czymś na kształt melancholii zmieszanej z podziwem podsumowałem. Chciałem jeszcze gwizdnąć, ale mi nie wyszło. Brak wprawy.
- A żebyś wiedział – ożywił się. –Szast-prast i kasa leci. Fucha za fuchą. Się wie. Dużo robić, ale się nie narobić. Hajs sam się robi. Trzeba tylko…
- Mam się zatrzymać tutaj, czy podjechać pod bramę – przerwałem mu dość obcesowo, bo akurat zajechaliśmy na miejsce, a myśl, że umyka mi przez to szansa na poznanie sposobu na łatwe pieniądze jakoś nie potrafiła zaprzątnąć mi mocniej głowy. - Z rabatem dla klientów VIP to będzie jedenaście pięćdziesiąt. Może być kartą – wyjaśniłem podając mu rachunek.
- Cholera – westchnął. - Cholera, cholera, cholera – z widocznym bólem dodał. - Stary, mam tylko piętnaście, a jeszcze musiałbym strzelić sobie ze dwa mocne pod Żabką. Dyszka dla równego rachunku da radę?
- Nie da – podkreślając swą asertywną postawę kręceniem głowy nie pozostawiłem mu złudzeń. - Tyle wyszło, a na dodatkowe rabaty mnie nie stać. Wiesz, mam żonę i dzieci. Gdybym był kafelkarzem, to kto wie. Ale teraz musisz ładnie zapłacić. Napiwku nie trzeba – krzepiąco uzupełniłem.
Zgarniając resztę wysiadł z auta trzaskając drzwiami. Teraz dopiero mogłem mu się przyjrzeć. Mały, chudy, w podniszczonym ubraniu, z reklamówką w ręce. Zrobiło mi się go nawet trochę żal i chyba tylko dlatego nie powiedział mu na odchodne czegoś brzydkiego, choć naprawdę nie znoszę, gdy byle kto rąbie mi drzwiami.

***

Taryfa dzienna, taryfa nocna [PROLOG]



tagi: przemsa  wydawnictwo przemsa  taryfa dzienna  taryfa nocna  taryfa dzienna taryfa nocna 

przemsa
9 października 2017 10:23
21     3012    12 zaloguj sie by polubić
komentarze:
bolek @przemsa
9 października 2017 12:50

Bardzo dobrze się czyta!

zaloguj się by móc komentować

przemsa @bolek 9 października 2017 12:50
9 października 2017 12:57

To najważniejsze.
Dzięki.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @przemsa
10 października 2017 10:35

Szkoda, że można dać tylko jednego plusa;-(((

Czytam i się zachwycam. Talentem obserwacyjnym i lekkością pióra. A także umiejętnością twórczego czerpania z własnych doświadczeń.

Chyba zacznę z większą sympatią patrzeć na taryfiarzy, nawet kiedy wymuszają pierwszeństwo na skrzyżowaniu;-)

zaloguj się by móc komentować

przemsa @przemsa
10 października 2017 12:06

Dziękuję Pani bardzo. Ten komentarz to dla mnie wielkie wyróżnienie.

 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @przemsa 10 października 2017 12:06
10 października 2017 13:03

Cała przyjemność po mojej stronie;-)

zaloguj się by móc komentować

przemsa @jolanta-gancarz 10 października 2017 13:03
10 października 2017 13:04

Po mojej też niemała ;-)

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @przemsa
10 października 2017 13:17

scena z taksowki niemal jak z "kultowego" filmu reżysera S. Bareji.

zaloguj się by móc komentować


Marcin-Maciej @przemsa
10 października 2017 22:28

Bardzo dobre. Samo życie. Pozdrawiam.

zaloguj się by móc komentować


Shork @przemsa
11 października 2017 21:24

no i miałem rację co do dialogów, ciągniemy dalej, podejrzewam że gdzieś koło 8 odcinka ogolisz się na irokeza...

zaloguj się by móc komentować

przemsa @Shork 11 października 2017 21:24
12 października 2017 06:55

No i w sumie nie wiem, czy Ci się podobają.

 

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @przemsa
12 października 2017 08:15

Fajne. Wydasz? 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @Grzeralts 12 października 2017 08:15
12 października 2017 11:12

Dzięki. Za mało tego. Ale kto wie.
Aha, przy okazji: kolejna część jutro.

 

zaloguj się by móc komentować

Shork @przemsa 12 października 2017 06:55
12 października 2017 14:57

podobają się, podobają. działają na wyobraźnie i są zindywidualizowane

zaloguj się by móc komentować

przemsa @Shork 12 października 2017 14:57
12 października 2017 15:30

Dzięki, naprawdę się cieszę.

 

zaloguj się by móc komentować

valser @przemsa
12 października 2017 17:02

Za 30 lat doroslego zycia  mialem z tsksowkarzami tylko dwie przygody kiedy pociagneli mnie na kase. Raz w Sztokholmie z bezowym kierowca i raz w Warszawie. Najczesciej sie woze na Slasku z jedna z trzech bytomskich korporacji. Jedyne co pozostawia do zyczenia to stan techniczny niektorych pojazdow. Wydaje mi sie ze to ciezka robota, zwlaszcza w weekendy jak sie trzeba uzerac z rozrywkowymi typami.  Przekroj socjologiczny spolecznosci daje pole do ciekawych obserwacji i eksperymentow.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @valser 12 października 2017 17:02
12 października 2017 19:31

> Jedyne co pozostawia do zyczenia to stan techniczny niektorych pojazdow. 

W większości przypadków to wynik tego, że nie za bardzo jest z czego odłożyć na nowszy wóz. Choć z drugiej strony, to również się zmienia. Poza tym taksiarze zazwyczaj dbają o swoje taryfy, bo naprawa to koszty i brak możliwości zarobkowania.  

zaloguj się by móc komentować

valser @przemsa 12 października 2017 19:31
12 października 2017 19:36

Ja zwykle daje 10% gorki na "fundusz remontowy". Z kursu za 15 zl nie ma z czego odlozyc. W Szwajcarii korporacje szukaja ludzi za kolko wlasciwie stale. Czesc z nich nalezy do dilerow samochodowych i wtedy np. daja samochod. A to ciezka robota i trzeba sporo wyjezdzic, zeby zarobic.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @valser 12 października 2017 19:36
12 października 2017 22:01

Robota ciężka i wymagania formalne wbrew pozorom spore. 

 

zaloguj się by móc komentować

valser @przemsa 12 października 2017 22:01
12 października 2017 22:36

W Szwajcarii podobnie - trzeba robic kurs, byc niekaranym, egzamin z topografii, itp.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować