-

przemsa

Taryfa dzienna, taryfa nocna [9]

Nie będę się krygował pytając niby skromnie, a tak naprawdę obłudnie, czy ktoś jeszcze pamięta te opublikowane tu kiedyś kilka taksówkarskich tekstów i po prostu wkleję do nich linki.
Zaraz za nimi kolejna, dziewiąta już odsłona.

Prolog / 1 / 2 / 3 / 4 / 5 / 6 / 7 / 8 /

 

„Jeśli nawet historia ta nie jest prawdziwa, jest ona prawdziwym zmyśleniem.”
Marek Hłasko „Piękni dwudziestoletni”

 

Nie jeżdżę taksówkami. Nie stać mnie. Jeżeli już muszę się gdzieś dostać, wolę zrobić to na piechotę. Przyznam jednak szczerze, że wcale bym się nie zdziwił, gdyby ta preferencja okazała się być wyłącznie wynikiem zwykłego skąpstwa. Pamiętam przecież dobrze czasy, gdy mając więcej funduszy, nawet przez myśl by mi nie przeszło, żeby choćby tylko do pobliskiego sklepu nie podjechać samochodem. Cudzym za pieniądze, lub w miarę trzeźwości własnym. Czasy jednak się zmieniają i to co kiedyś wydawało mi się oczywistym, teraz jest już tylko rzewną pieśnią przeszłości. Czy jakoś tak. Istotne, że było-mięło i teraz tak wygląda moje dzisiaj.

Aktualnie stało pod znakiem podróży, której główny etap zakończyłem gramoląc się z mocno spóźnionego pociągu w mieście, o którym wiedziałem tylko tyle, że jest na tyle duże, by lepiej nie szwendać się z nim po ciemku w garniturze i z widocznym laptopem w łapie. A że był już wieczór, do celu miałem blisko dziesięć kilometrów i na dodatek zanosiło się na deszcz,  pokonując wrodzoną niechęć do wydawania pieniędzy na rzeczy inne niż beletrystyka, bardzo wąsko rozumiana rozrywka i tłuste żarcie, chcąc nie chcąc zacząłem rozważać taksówkę. Jeszcze w przedziale zdążyłem profilaktycznie sprawdzić telefony lokalnych korporacji, więc będąc na zewnątrz wiedziałem gdzie dzwonić, by zamówić jakaś normalną, legalną taksówkę.
Już się za to zabierałem, gdy mój wzrok przykuł stojący zaraz przy wyjściu z dworca Passat ze świecącym się małym kogutem na dachu. Poza nim nie dostrzegłem numerów bocznych ani żadnych innych oznaczeń wskazujących na taryfę.

Mimo to, a może właśnie dlatego, postanowiłem zagadnąć typa o cenę.

Uchylił okno i słysząc interesujący mnie adres cmoknął, wysiadł i zaprosił do środka wyjaśniając, że na pewno się dogadamy. Znałem ten błysk w oku. Mówił wiele, ale przede wszystkim to, że szybką lustrację mamy już za sobą i wyszło z niej, że jestem w miarę zasobnym w fundusze frajerem, którego można orżnąć bez zbędnych ceregieli z kasy. Wzdychając ciężko, choć nieszczerze, bo przecież zdążyłem się już przyzwyczaić, że tego rodzaju indywidua szufladkują mnie w podobny sposób, chciałem adekwatnie do sytuacji głupkowato się roześmiać i odejść, ale niespodziewanie dla mnie samego coś mnie podkusiło, by jednak dać mu nadzieję na parę łatwych groszy.
Teraz myślę, że to dlatego, że i ja zobaczyłem już wystarczająco by wiedzieć, że tylko zgrywa starego złotówę, a jest tylko zwykłym łachudrą robiącym codziennie antyreklamę taryfiarzom jak świat długi i szeroki. Ot, taki sobie cherlawy  chytry wąsacz po czterdziestce, który myśli tylko o tym, by iść wreszcie spać, ale wcześniej zarobić na fajki i flachę.
Dlatego też bez dalszego wahania zdecydowałem się zrobić coś, czego nigdy nie powinno się robić, a co codziennie i nagminnie robią przyjezdni w obcym mieście: zająłem miejsce w jego śmierdzącym taniością i niedbalstwem Passacie pozwalając się zawieźć za trudną do oszacowania cenę tylko udającemu taksówkarza cwaniakowi, bo przecież plastikowy kogut za dwadzieścia złotych z alliexpress nikogo nie czyni przedstawicielem tego fachu. Podałem jeszcze raz adres i zamknąłem w sobie wierząc, że choć tylko udaje taryfiarza, to przynajmniej wie, że warto nie narzucać się klientowi, który siedzi cicho.

Nie wiedział.

Usłyszałem więc, że z taksówki coraz ciężej wyżyć, korki w dzień są tak straszne, że w miarę normalnie da się jeździć tylko w nocy, a poza tym konkurencja jest tak duża, że każdy klient jest na wagę złota. No mówię panu, rozpanoszyło się tego tyle, że gdzie człowiek się nie obejrzy, tam jakiś cwaniaczek udający taryfę - perorował nieproszony z niesmakiem.
Siedziałem cicho i tylko podziwiałem jego tupet. Brak cennika, kasy fiskalnej, taksometru. Tylko kogut. I on ma czelność mówić, ze inni kradną taryfiarzom robotę...
Nie jestem jednak współczesnym Panem Samochodzikiem, więc nie mogłem wyskoczyć z lizakiem ormowca informując, że udamy się teraz do najbliższego oddziału inspekcji transportu drogowego, choć przyznaję, że szczerze miałem ochotę.

Mijały kilometry, a ja znosiłem spokojnie jego żale i przechwałki czekając na koniec podwózki. Nie powiem, trochę się denerwowałem, bo to co miałem zamiar zrobić wiązało się z pewnym ryzykiem, jednak rozzłościł mnie na tyle, że miałem to gdzieś.

Gdy więc wreszcie dotarliśmy pod hotel, spokojnie wysiadłem i podszedłem do okna, które miał już uchylone i sięgając wymownym gestem po portfel, zapytałm ile.
Mamy nocną taryfę (było zaledwie kilka minut po dwudziestej pierwszej) i załapaliśmy się na drugą strefę (nie wyjechaliśmy z miasta i nie było też po drodze odpowiedniego znaku), więc to będzie – zamyślił się na jakąś sekundę – sto dwadzieścia pięć złotych.
Jak dla pana – bo miło się rozmawiało – sto dwadzieścia i gitara gra - postanowił jeszcze mnie wzruszyć.

Policzyłem szybko i wyszło mi, że zakładając, że za trzaśnięcie drzwiami ma złodziejskie dziesięć złotych, to od kilometra liczy sobie jakieś dwanaście złotych. Po raz kolejny nie mogłem nie podziwiać jego tupetu, ale to działo się tylko w mojej głowie. Głośno natomiast stwierdziłem, że sto dwadzieścia pięć złotych jest okej, a że i mnie było przyjemnie słuchać wynurzeń takiej skarbnicy wiedzy o tym trudnym i odpowiedzialnym fachu, będzie górka. Sto pięćdziesiąt i jesteśmy kwita.

Aż pokraśniał z zadowolenia. Niestety na bardzo krótko, gdyż zaraz dodałem, że oczywiście najpierw poproszę rachunek.

Mina błyskawicznie mu zrzedła i zaczął tłumaczyć, że jeżeli chce się rachunek, to należy zgłosić to przed kursem, gdyż teraz jest już na niego za późno. Takie są proszę pana przepisy.

Teraz dla odmiany ja zrobiłem smutną minę i z wystudiowanym żalem w głosie poinformowałem go, że w takim razie nie będę mógł zapłacić. Wiesz - przeszedłem na ty - białoczerwoni zbierają paragony. Tak mi mówili w telewizji, a ja bardzo lubię ją oglądać, więc mi się to mocno wryło w pamięć – dodałem.

Dobra, sześćdziesiąt - zaproponował ugodowo - i zapominamy o wszystkim.

Dobra – przytaknąłem ochoczo – sześćdziesiąt. I jeszcze dajesz mi wizytówkę, a ja polecam twoje profesjonalne usługi wszystkim znajomym, którzy kiedykolwiek wybiorą się do tego miasta. Ale najpierw rachunek.

Wtedy już się wściekł.

Zaczął wyzywać mnie od najgorszych tak głośno, że aż zjawił się ktoś z recepcji pytając, co się dzieje.
Wyjaśniłem, że jakiś wariat chce mnie chyba koniecznie gdzieś zawieźć, a ja przecież jestem już na miejscu. Recepcjonista przyjrzał mu się krytycznie i z niejakim obrzydzeniem i zaproponował zadzwonienie po policję.
Zgodziłem się, że to świetny pomysł i wtedy wreszcie, wygrażając pięścią oraz życząc śmierci mnie i moim bliskim, odjechał z piskiem opon.

Patrząc za nim uśmiechnąłem się smutno. Doskonale przecież wiem, jak to jest trafić na klienta, który nie chce płacić.

Idąc do środka zdążyłem się jeszcze dodzwonić do jednej z miejscowych firm taksówkarskich z pytaniem, ile będzie kosztował kurs spod dworca do tego hotelu.
Podziękowałem za informację i meldując się zostawiłem uprzejmemu recepcjoniście trzydzieści złotych.



tagi: przemsa  wydawnictwo przemsa  taryfa dzienna  taryfa nocna  taryfa dzienna taryfa nocna 

przemsa
3 kwietnia 2018 10:10
15     837    3 zaloguj sie by polubić
komentarze:
chlor @przemsa
3 kwietnia 2018 14:20

Bardzo dobrze pamiętam, i chętnie poczytam dalszy ciąg.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @chlor 3 kwietnia 2018 14:20
3 kwietnia 2018 14:34

Dziękuję, miło słyszeć.

 

zaloguj się by móc komentować

adamo21 @przemsa
3 kwietnia 2018 17:06

Dobre.

Przypomniały mi się kryminałki 'hiczkoka', z przekroju(?) chyba. 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @adamo21 3 kwietnia 2018 17:06
3 kwietnia 2018 17:36

Miło. 

Z Przekroju (byłem dzieckiem, gdy go miałem w rękach) pamiętam Pana Filutka Lengrena i "Prosimy nie powtarzać". Z tej ostatniej rubryki utkwiło mi w głowie: Człowiek je aby żyć, zwierze żyje aby jeść. 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @przemsa
3 kwietnia 2018 18:23

Śliczne odpowiadanie. Pamiętam poprzednie. Tyle,  że odpowiadania trudno komentować. 

Dzięki :))

.

 

zaloguj się by móc komentować



valser @przemsa
3 kwietnia 2018 20:50

Zabawne sa te historie z taksowki. Mnie sie tez rzucilo w oczy, ze cfaniaczki nie potrafia dopilnowac najwazniejszej rzeczy, czyli kasowania piniadza. Wystarczy zrobic pieczatke z kartofla i miec bloczek "Aron Wybiorczy, ul Czerska 5, Warszawa. Przewozy osobowe". NIP - "tysiacpiecsetstodziewiecset" i jazda.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @valser 3 kwietnia 2018 20:50
3 kwietnia 2018 20:59

W zasadzie tak, choć gdy klient faktycznie chce paragon, to raczej wie, jak ten ma wyglądać i już tak łatwo nie pójdzie. Poza tym brak taksometru powinien zapalić lampkę ostrzegawczą. Jakkolwiek: w Polsce da się jeździć za darmo "taksówkami". Trzeba tylko wypatrzyć tę bez wspomnianego taksometru i kasy fiskalnej, poprosić o rachunek, a gdy "taksiarz" odmawia, kazać mu wyp...

zaloguj się by móc komentować

valser @przemsa 3 kwietnia 2018 20:59
3 kwietnia 2018 21:32

Na Okeciu przy wyjsciu na przylotach dalej stoja panowie i szepcza "taksoweczke, taksoweczke", mimo, ze w terminalu i hallu sa informacje, zeby wsiadac na parkingu tylko do oznaczonych wozow. Proceder jest nie do zwalczenia i skoro stoja, to znaczy, ze klienta lowia. W Bytomiu "taksowek" nie ma. Jest kilka korporacji, ktore chyba pilnuja biznesu. Jazda jest wg cennika, ktory jest ogolnie dostepny.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @przemsa
3 kwietnia 2018 22:25

Klienci dają się nabrać najczęściej z tego powodu, że nie wierzą, że można aż tak bezczelnie i grubo kroić za usługę równie trywialną, jak przewóz z punktu A do B. Później się dziwią, że jednak się da, bo "taksówkarz" wie, że ten klient i tak do niego nie wrócić. Czeka tylko na kolejnego jelenia. Tak to się kręci.
Co do Bytomia, pewnie i tam działa globalna korporacja na U. Ta, która świadczy usługi co do zasady identyczne, jak taxi, ale jednak nie świadczy usług taxi, tylko realizuje "ekonomię współdzielenia", zatem jest modna, trendy, spox i super.

 

zaloguj się by móc komentować

Rozalia @przemsa
4 kwietnia 2018 13:37

Ktoś pamięta francuski serial "Paryska taksówka"? Taksówkarzem była kobieta.  Właściwie najbardziej zapamiętałam trudny egzamin ze znajomości miasta itd., który musiała zdać bohaterka, zanim dostała licencję. No i chyba w tym serialu grał Winetou - Pierre Briece... a ja lubiłam Winetou, chociaż we współczesnej,  nieindiańskiej stylówie, podobał mi się mniej. 

Od tamtej pory mam idealistyczne wyobrażenie,  że wszyscy taksówkarze MUSZĄ świetnie znać topografię miasta. Co to znaczy siła propagandy.

○~○~○~○

Fajne opowiadania, ciekawe i coś lżejszego, bo trudne tematy i osobiste sprawy,  tak mnie przytłaczają, że straciłam już chęć do komentowania. 

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @valser 3 kwietnia 2018 21:32
4 kwietnia 2018 14:26

Oni liczą na mało spłoszonym obcym miejscem obcokrajowców. I myśle, że sobie radzą. Pamiętam, jak kiedyś w Warszawie jechałem z trzema Amerykanami z Centralnego na Stare Miasto za okrągłą stówę. Mówiłem im, że to jest przekręt, ale oni machnęli na to ręką.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @Rozalia 4 kwietnia 2018 13:37
4 kwietnia 2018 15:06

Powinni znać topografię. 

Życzę pomyślności. 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @krzysztof-osiejuk 4 kwietnia 2018 14:26
4 kwietnia 2018 15:08

Bywa i tak, że klient liczący w dolarach, euro czy funtach, ma gdzieś jakieś sto złotych, bo dla niego to i tak grosze. 

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować