-

przemsa

Taryfa dzienna, taryfa nocna [8]

Nie będę się krygował pytając niby skromnie, a tak naprawdę obłudnie, czy ktoś jeszcze pamięta te opublikowane tu kiedyś kilka taksówkarskich tekstów  i po prostu wkleję do nich linki.
Zaraz za nimi kolejna, ósma już odsłona.


Prolog  /  1  /  2  /  3  /  4  /  5  /  6  /  7  /



Taryfa dzienna taryfa nocna [8]

„Jeśli nawet historia ta nie jest prawdziwa, jest ona prawdziwym zmyśleniem.”
Marek Hłasko „Piękni dwudziestoletni”

 

Wyłączając sytuację, gdy klient wchodzi do taksówki na postoju, każde otrzymane z centrali zlecenie można podzielić na dwa etapy. Pierwszy to dojazd pod wskazany adres, drugi to kurs do miejsca przeznaczenia. Ten pierwszy jest trudnejszy. Wymaga bowiem szybkiego dotarcia do celu, co wiąże się z bardzo dobrą znajomością miasta, a także orientowania się w numeracji domów i tutaj niestety nawigacja często zawodzi. Sama realizacja kursu jest prostsza, gdyż najczęściej ma on pojęcie dokąd się udaje, a jeżeli nawet nie, to GPS poprowadzi wystarczająco precyzyjnie bez aż takiej presji czasu. Oczywiście nie jest to regułą, jednak generalnie tak się to przedstawia. Po prostu zazwyczaj bardziej stresujący jest podjazd niż dalsza jazda już do punktu przeznaczenia.
Nietrudno się domyślić, że właśnie na tym pierwszym etapie najłatwiej wpakować się w kłopoty. I to ciagnące się aż do końca zlecenia.

Tak było i tym razem.

Pobłądziłem. Ulica mi znana, jednak akurat ten konkretny blok miał podjazd nie z tej strony. Musiałem więc się wrócić spory kawałek tracąc dobre pięć minut. Biorąc pod uwagę, że tyle powinno mi zająć dotarcie po klienta, nie wyglądało to dobrze. Pocieszałem się myślą, że mój pasażer może należeć do tych cierpliwych. Zdarzają się tacy. Pod warunkiem, że nie spieszą się na pociąg, akurat jest miło i ciepło, są tylko trochę podpici i nie jadą po ostatnią flaszkę by się dobić, nie trzymają za rękę dwójki małych dzieci itp. Szansa zatem zawsze są, choć faktycznie niezbyt duże.
Tutaj zresztą szybko się rozwiały. Gdy wreszcie do niego dotarłem, jego mina wskazywała jednoznacznie, że mnie nienawidzi i jest gotowy udusić lub przynajmniej dotkliwie pobić. Pakując się do auta wycedził:

- Niech się pan nawet nie tłumaczy. Gówno mnie obchodzi, dlaczego musiałem stać tu kwadrans jak jakiś debil. Ten temat jest już zamknięty - zakończył podając mi adres.

Zgodnie z sugestią siedziałem cicho. Starszy pan - na oko miał już przynajmniej siedemdziesiąt na karku - był na tyle wzburzony, że postanowił sobie ulżyć.

- Wie pan, czego nienawidzę? - zapytał.
- Czekać na taksówkę dłużej niż to wynikało z zapewnień pani z centrali? - nieśmiało strzeliłem.
- Również – potwierdził niepewnie i lekko zaintrygowany, czy aby nie kpię.
- Ale nie tylko – dodał najwyraźniej uznając, że moje pytanie pozbawione było podtekstów. - Nienawidzę miasta jako takiego. Tych ruchliwych, dziurawych ulic. Smrodu żarcia na klatkach schodowych. Ludzi żyjących za ogrodzeniem w domkach jednorodzinnych i przekonanych, że wygrali los na loterii, bo nie muszą jeździć codziennie zaszczanymi windami. Właścicieli wielkich samochodów. Tych wszystkich pickupów, vanów, półciężarówek i innego gabarytowego gówna zajmującego po dwa miejsca parkingowe. Widział pan, jak oni jeżdżą? - zapytał, ale zanim dotarło do mnie, o co w ogóle może mu chodzić, już zaczął wyjaśniać.

- Jeżdżą jak cipy. Cipy - podkreślił. - Te ich zasrane autka są przecież - przynajmniej w teorii - przeznaczone do jazdy w terenie. A taki pacjent, jeden z drugim, zwalnia do pięciu na godzinę, bo, uwaga!, będzie przejeżdżał przez tory tramwajowe!

Mimowolnie się uśmiechnąłem.

- Rozumie pan porażający tragikomizm tych ludzi przyklejonych w mieście do aut w gruncie rzeczy przecież te-re-no-wych? - wycedził w dalszym ciągu nie czekając na odpowiedź. - No żeż! - aż się uniósł.
- Albo pan i pana koledzy - niespodziewanie zmienił temat. 
- Byle tylko zarobić dodatkowe dziesięć groszy stojąc na światłach. Wręcz polujecie na czerwone. Powinni wam zrobić czerwoną falę, na wzór tej zielonej. Żebyście mogli stać i stać ciesząc się, że taksometr się kręci. Tylko niech mi pan nie mówi, ze tak nie jest! - podniósł głos wzburzony.

Zastanawiałem się, czy nie zaprzeczyć, ale uznałem, że to bez sensu. Milczałem więc dalej. Pech chciał, że rozważając te kwestie odrobinę się zamyśliłem i zbyt wolno zebrałem się spod świateł i złapało mnie czerwone. Widziałem w lusterku jego triumfująca minę.
Najwidoczniej jednak ten drobny, będący aż nazbyt jaskrawym potwierdzeniem teorii o polujących na czerwone światło taryfiarzach incydent ukoił go i nastroił trochę bardziej optymistycznie, a przynajmniej mniej bojowo, bo przeszedł do samokrytycznego podsumowania.

- Mnie generalnie wszystko wkurwia - wyznał z rozbrajającą szczerością. - Sam siebie też drażnię, aczkolwiek ze sobą mogę jednak – wyłączając golenie - wytrzymać. Tego niestety nie można powiedzieć o innych. Myśli pan, że ja nie wiem, że ludzie mnie nie znoszą? - zapytał.

Oczywiście się domyślałem, ale w dalszym ciągu siedziałem cicho.

- Przede mną tego pan nie ukryje - zaśmiał się szyderczo. - Pan też ma mnie już serdecznie dość. Cieszy się pan zapewne, że już dojeżdżamy na miejsce i ten upierdliwy staruch wreszcie wysiądzie. I wie pan co? Ja panu zrobię tę przyjemność. Tu się pan zatrzyma. Wstąpię jeszcze coś zjeść przed podrożą. Ten zasrany pociąg pewnie i tak się spóźni. Pieprzone koleje.

Podałem mu rachunek i nie wiem dlaczego uznałem, że teraz już mogę dodać coś od siebie. Gdy wydał mi resztę i był już na zewnątrz uchyliłem okno i powiedziałem:

- Niech się pan nie przejmuje. Nie tylko pan tak ma. Mnie tez mnóstwo rzeczy doprowadza do szału. A zwłaszcza inni kierowcy i ich samochody... - wyznałem poufale.

Popatrzył na mnie wielkimi oczami, jak gdyby nie rozumiał, o czym w ogóle mówię. Nachylił się jednak w moją stronę i prawie szeptem wycedził.

- Chuj mnie obchodzą pana preferencje. Nic mnie chyba bardziej nie wpienia niż ludzie sadzący, że mogę nie mieć głęboko w dupie  ich akceptacji i zrozumienia.


***


- Zwierzęta można u pana przewozić?
- Można.
- Za dopłatą?

Chwilę się zastanawiam. W sumie to nie wiem, ale klient z ulicy, więc nawet jeżeli regulamin korporacji coś o tym mówi, na pewno nie muszę nic doliczać.

- Nie. Proszę wsiadać.

Ładuje się do auta z niewielką reklamówką. To właśnie w niej musi mieć zwierzaka, bo przecież nie w kieszeni...
Zresztą, co mnie to obchodzi? Czymkolwiek jest ważne, żeby nie sikał i nie próbował mnie ugryźć.
Podaje adres i ruszamy. Zgodnie z zasadą, że nie odzywam się pierwszy, milczę wsłuchując się w muzykę w radio.

- Dla córki go wiozę - zaskakuje mnie, bo myślami jestem już przy pozostałościach z obiadu, które mam zamiar zjeść po powrocie nad ranem na śniadanie.
- Ucieszy się. Nie mieliśmy dotąd zwierzęta w domu. Żona nie lubi - stwierdził nie wiedzieć czemu jakoś poufale.
- A co to za wierzak? Piesek? - Daje się wciągnąć w rozmowę strzelając dość idiotycznie, bo musiałby być chyba martwy, gdyż raczej ciężko byłoby mu spać w tej plastikowej torbie. 
- E, nie. Bez przesady - odpowiada jakby zniesmaczony. 
- Kotek? Chomik? Żółw? Papużka? Tchórzofretka? - nie wiedzieć dlaczego coraz idiotyczniej zgaduję zamiast pozwolić mu samemu mówić.
- Patyczak.
- Co?
- Patyczak. W słoiku. Na patyku.
- Aha... - nie wiem, jak to skomentować
- Córka będzie przeszczęśliwa. Mówię panu, dzieci  uwielbiają patyczaki. Pies się nie umywa.

 



tagi: przemsa  jan przemsa  taryfa dzienna  taryfa nocna  taryfa dzienna taryfa nocna 

przemsa
9 marca 2018 09:58
17     1073    11 zaloguj sie by polubić
komentarze:

przemsa @valser 9 marca 2018 12:31
9 marca 2018 12:37

Hehe.
Gorzej. Sam mógłbym być tym pasażerem :-)

zaloguj się by móc komentować

Draniu @przemsa
9 marca 2018 20:25

Przygoda ze starszym Panem wyborna.. To jest typowa reakcja na nachalna propagandę poprawności politycznej.. Im bardzieje naciskaja ,tym bardziej ludzie nienawidzą wszystkich i wszystko... :) 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @przemsa
9 marca 2018 20:50

> Przygoda ze starszym Panem wyborna.. To jest typowa reakcja na
> nachalna propagandę poprawności politycznej.. Im bardzieje naciskaja ,
> tym bardziej ludzie nienawidzą wszystkich i wszystko... :) 

Poprawość polityczna to - z zewnątrz - cenzura, a wewnętrznie - wymuszona tą zewnętrzną - autocenzura. Ale i bez niej wiele rzeczy zwyczajnie wku... :-)

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @przemsa 9 marca 2018 20:50
9 marca 2018 21:58

Świetny pasażer. ..podoba mi się,  choć brzydko mówi :((

Nie dziwię się,  choć raczej bym dała spokój kierowcy. Choćby w strachu o bezpieczeństwo jazdy  I własną skórę; ))

.

 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @Maryla-Sztajer 9 marca 2018 21:58
9 marca 2018 22:33

Częściej taksówkarz może się bać pasażera.

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @przemsa
10 marca 2018 14:08

Mam dwie kuzynki. Jedną cioteczną drugą stryjeczną. W dzieciństwie (do wieku lat 8) karmienie ich to były trzy światy. W konsekwencji były chude, skóra i kości. W rodzinie nazywano ich patyczakami albo praszkieletami. Strasznie się obrażały na to. Prezent z patyczaka byłby nawet w czasach późniejszych czymś w rodzaju faux pas. 

zaloguj się by móc komentować

Tytus @przemsa
10 marca 2018 14:43

Ten stary pasażer kogoś mi przypomina. Chyba pewnego "łowcę głów".

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Magazynier 10 marca 2018 14:08
10 marca 2018 16:26

Trzeba im było powiedzieć np ...że nawet capitan Sparrow ma patyczaki:)). 

.

 

 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @Magazynier 10 marca 2018 14:08
10 marca 2018 17:10

Ale pewnie teraz nie miałyby nikomu za złe słysząc, że są szczupłe :-)

 

zaloguj się by móc komentować


bolek @przemsa
11 marca 2018 07:22

Kapitalne są te historie. Gotowy scenariusz na polską "Noc na Ziemi" ;-)

BTW skończyłem "papierowy domek". Drugi sezon to tylko 6 odcinków, po zachwycie pierwszym sezonem, trochę męczących ;-)

zaloguj się by móc komentować

przemsa @bolek 11 marca 2018 07:22
11 marca 2018 07:36

Dzięki za miłą dla mnie przesadę :)

PS Jeszcze nawet nie zacząłem. Ale pewnie zobaczę, bo przecież jestem ciekawey końca tej historii.

 

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @przemsa
11 marca 2018 09:05

Ty to wszystko powinieneś zebrać w całość i opublikować. Jesem pewien, że by się uzbierało.

 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @krzysztof-osiejuk 11 marca 2018 09:05
11 marca 2018 09:21

Czasem myślę, że być może nawet i jest to tego warte, ale czasem też jestem bardziej krytyczny i zupełnie mi się tego odechciewa. W każdym razie dziękuję. Miło, że tak napisałeś. 

 

zaloguj się by móc komentować

Shork @przemsa
11 marca 2018 19:53

a jaka wtedy była pogoda?

zaloguj się by móc komentować

przemsa @Shork 11 marca 2018 19:53
11 marca 2018 20:20

Wiem, że to nieładnie, ale dlaczego pytasz?

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować