-

przemsa

Taryfa dzienna, taryfa nocna [6]

„Jeśli nawet historia ta nie jest prawdziwa, jest ona prawdziwym zmyśleniem.”
Marek Hłasko „Piękni dwudziestoletni”


sześć

- Nareszcie - stwierdza z wyraźną ulgą sadowiąc się dokładnie za mną. - Mówię panu, nie ma nic gorszego niż wczasy ze znajomymi, którzy ubzdurali sobie, że wiedząc najlepiej, jak powinno się odpoczywać. Ale do rzeczy. Autobus mamy zaliczony. Teraz czas na pociąg, a do tego potrzebna jest taksówka. Pojedziemy na ten w... – wymienia miejscowość obok.
Wysłuchuję go milcząc, bo cóż tu powiedzieć. Mam wszystkie dane potrzebne, by wykonywać znaną mi robotę. Może tylko to, że nic nie wiem o moim nowym kliencie. Znał markę auta, numer boczny i sam załadował bagaż do kufra. Zreflektowałem się, że już jest gdy go zamknął, wszedł do środka i zasiadł za mną. Za mną, choć widać, że od strony pasażera jest więcej miejsca. Niby nic takiego, jednak lubię wiedzieć z kim jadę. Słyszę tylko jego głos, lusterko nie łapie twarzy. Pasażer ma jednak gdzieś moje preferencje i mówi dalej najwyraźniej czując potrzebę niezobowiązującego ulżenia sobie w ten sposób przed kimś obojętnym i obcym.
- Wyciągnęli mnie na czternastodniowy pobyt w hotelu. All inclusive. To akurat było fajne, nie mam nic przeciwko basenom, darmowym drinkom i jedzeniu niezmierzonych ilości w kółko tych samych potraw. Szkopuł w tym, że nie pozwolili mi się tym delektować. Uznali, że skoro jestem już emerytem, na dodatek wdowcem, którego dzieci są dorosłe i mieszkają na innych kontynentach, należy otoczyć mnie opieką i zapewnić maksimum rozrywki. Wycieczki, zwiedzanie, potańcówki, wieczorki artystyczne, motorówki, narty wodne, quady, zakupy, tenis, piłka plażowa i tak dalej. Od rana do wieczora, z krótkimi przerwami na opalanie. To oczywiście tylko późnym popołudniem, bo słońce w nadmiarze szkodzi. Bez przerwy organizowali mi czas. Znosiłem to spokojnie nie okazując zniecierpliwienia. Wiedziałem, że chcą dobrze. Poza tym sam się przecież zgodziłem i mogłem się domyślić w co wchodzę. Nie do końca jednak, jak się okazało na miejscu. Zbyt pochopnie założyłem, że taka odmiana dobrze mi zrobi. Już na drugi dzień - po całonocnej, podlewanej whisky grze w brydża - wiedziałem, że chcę tylko świętego spokoju: wygodnego leżaka w cieniu, kelnera donoszącego drinki, fajnej, prostej sensacji i drzemki. No i może jeszcze samotnej wdowy w pełnym makijażu i eleganckim kapeluszu, którą bym… ehm… zaintrygował swym statecznym wyglądem. Nie było mi to jednak dane, niestety. A pan - zagadnął mnie niespodziewanie - który wariant by wybrał?
- Wyłączając whisky, bo nie piję i wdowę, bo szczęśliwie nadal mogę pochwalić się żyjącą małżonką, obstawiałbym tak jak pan. Od dziecka nie lubię wszelakich spędów, imprez masowych i głośnej muzyki.
Śmieje się. - Więc świetnie się rozumiemy. – Swoją drogą pan również ma prawo mieć dość ludzi. Ja, proszę mi wierzyć, mam ich po dziurki w nosie, a te wszystkie modne, kupowane za pieniądze podniety tylko mnie drażnią.

- To nie tak, lubię swoją pracę - prostuję. - Ale lubię też być sam. To się nie wyklucza w każdym razie. - A pan, jeżeli chce pan oczywiście o tym mówić, czym się zzajmuje?
Waha się. Trwa to jednak nie dłużej niż dwie sekundy.

- Zajmowałem - odpowiada i znowu przerywa wyraźnie rozważając, co powiedzieć. Zdaje się, że macha ręką na znak, że pytanie nie jest zbyt osobiste. - Sporo podróżowałem - zaczyna. Armenia, Azerbejdżan, Filipiny, Serbia, Singapur, Pakistan, Wietnam, Syria, Sudan, Iran, Izrael, oczywiście Palestyna, Egipt, Rosja, Chiny. Jeszcze kilka krajów mógłbym śmiało dodać, ale w tych bywałem najczęściej. Co ciekawe, praktycznie do żadnego z nich nie chciałem nigdy wracać. A wracałem. Regularnie, na krócej lub dłużej. To właśnie podczas tych wszystkich akcji nabawiłem się wstrętu do szeroko rozumianych przygód. Miałem ich tam w nadmiarze. W nadmiarze – powtarzając ostatnie słowa popada w zadumę.

- Brzmi ciekawie i mówiąc szczerze, nie za bardzo rozumiem, dlaczego nie powiedział pan tego znajomym. Zrozumieliby wtedy, że chce pan po prostu odpocząć – konstatuje.

- Oni sądzą, że jestem dyplomatą – stwierdza wreszcie z pewnym wahaniem. - Niskiego szczebla pracownikiem placówek zagranicznych, któremu zabrakło ambicji i koneksji, by wybić się choć na konsula. Oczywiście nie wyprowadzałem ich nigdy z błędu. Nawet mnie nie kusiło. To, że są to sprawy wyłącznie między mną a agencją było oczywiste od początku. Myślę, że gdybym miał takie myśli, oznaczałoby to, że ktoś popełnił dawno temu błąd werbując mnie do tej roboty - dokańcza.

Wie, że mnie zaciekawił. Musi wiedzieć. Faktycznie, wprawdzie daleki jestem od jakiegoś niezdrowego podniecenia, to jednak teraz już poznać ciąg dalszy. Najpierw jednak muszę się wtrącić i pokazać, że nie jestem naiwnym dzieckiem.

- Czyli jest pan, czy też był pan, agentem. I nie mógł pan o tym powiedzieć bliskim znajomym, za to teraz, bez specjalnej krępacji, opowiada pan o tym przygodnemu taksówkarzowi… - wymądrzam się kpiąco.

- Oczywiście – odpowiada bez cienia wahania. - A dlaczegóż by nie? Po pierwszej jestem agentem w stanie spoczynku, że takiego eufemizmu użyję. Po drugie, pan nawet nie wie jak wyglądam. Nie mylę się przecież, prawda? Nie tylko nie widział pan mojej twarzy, ale nawet sylwetki. Ponadto taksówkę zamówiła mi przygodnie poznana kobieta, którą poprosiłem o to jeszcze na dworcu. Mimo wieczornej pory, są tam tłumy. Akurat, w krótkim odstępie czasu i na różne stanowiska, przyjechały przynajmniej trzy autobusy dalekobieżne. Nie licząc tych podmiejskich. Zresztą, to akurat bez znaczenia. Mogłem przecież spędzić tam więcej czasu. Jest bar, sklep, poczekalnia. Poza tym, mogę przecież kłamać, być mitomanem. Dla pana to bez znaczenia. Wsiadłem, zapłacę – oczywiście gotówką – wysiądę. Sam wyjmę swój bagaż. Zapomni pan o mnie za chwilę – odparowuje spokojnie i także odrobinę drwiąco.

- A co, jeżeli nie zapomnę? – nie mogę powstrzymać się od tej uwagi. – Albo też pracuję dla którejś z tajnych agencji rządowych i będę zobligowany złożyć raport o dziwnym, gadatliwym pasażerze – postanawiam poudawać spryciarza.

Śmieje się swobodnie i szczerze. – Dobry pan jest, naprawdę. Ale ja oczywiście wiem, że nie pracuje pan dla żadnej agencji rządowej. Przynajmniej tego kraju…

- Jak to? – nie udaje mi się ukryć zdziwienia. – Skąd?

- To proste. Wiem, którzy taksówkarze w tym mieście dla nas pracują. Pan nie. Tyle.

Zaczynam czuć się z tym wszystkim dziwnie. Może zmyślać, ale przecież może też mówić prawdę. Nie sposób jednak zaprzeczyć, że rozumuje logicznie i ma zupełną rację twierdząc, że nie musi się mnie obawiać. Jasne jest, że nigdy się nie dowiem, czy to tylko bajka na użytek rozmowy z taksówkarzem, czy też prawda, ale w gruncie rzeczy i tak na ten sam użytek. Mimo wszystko postanawiam ciągnąć jednak ten wątek.

- Nie muszę pracować dla jakiejś agencji wywiadu, by tę poinformować o tej rozmowie – zdaje się, że brzmię lekko teatralnie złowróżbnie.

Znów udaje mi się go rozbawić. – Ale po co? Nie, nie. Szkoda nawet dywagować. Pan tego nie zrobi. Zwłaszcza, że zapewnię teraz pana, że nie nigdy nie byłem i rzecz jasna nie jestem agentem wywiadu. Naszego lub obcego. Albo nie, co tam, śmiało. Ma pan moje pozwolenie. Proszę złożyć zawiadomienie o tej rozmowie. Gdziekolwiek pan chce. –nasza rozmowa zaczyna bawić  go coraz bardziej.

- Ma pan rację, nie zrobię tego – przestaję się zgrywać. – Ale mocno mnie pan zaintrygował. Pierwszy raz jadę z agentem – wyznaję tyleż szczerze, co naiwnie.

- A ja pierwszy raz opowiadam o tym przygodnie poznanemu taksówkarzowi – nie potrafię ocenić czy mówi serio. Nagle poważnieje i nachylając się lekko w moją stronę kontynuuje innym już tonem – Jak pan widzi, czy raczej słyszy, droczę się z panem. Jednak zachowuję przy tym wszystkie środki ostrożności. Takie skrzywienie zawodowe. Chyba nigdy się tego nie wyzbędę i mówię to bez żalu. Kłamię i manipuluję niejako automatycznie. Uważam jednak, że nie ma w tym nic złego. To mój kamuflaż, wrodzona zdolność kameleona. Nie jest przecież tak, że agencja zatrudnia ludzi, których dopiero później się odpowiednio formatuje. Nie, to są ludzie z odpowiednimi predyspozycjami. Te predyspozycje się rozwija, ale nie tworzy. Tak się zresztą nie da. A nawet jeśli jest to wykonalne, mija się z celem, bo po co kogoś łamać i przystosowywać na siłę, skoro ma się do wyboru odpowiednio skrzywione osobowości, które z radością wdrożą się do wymaganej roli - kończy.

- A ja, nadawałbym się? – wyskakuję idiotycznie.

- Sądzę, że tak. Jest pan wystarczająco bystry – odpowiada z przekonaniem. - Ma pan podzielną uwagę, słucha uważnie, wyciąga wnioski, analizuje. Za dużo pan gada, ale to typowa wada naturszczyków. Łatwa do wyeliminowania. Poza tym, skoro jeździ pan taksówką, musi pan dobrze radzić sobie z samotnością i być cierpliwy. Nie jest pan też tchórzem, bo to jednak robota o podwyższonym ryzyku. Nie pali pan i jak już wiem nie pije. Zdaje się pan być w dobrej kondycji fizycznej i choć nie jest pan nijaki, nie rzuca się pan w oczy z powodu jakiś widocznych cech charakterystycznych. Owszem, broda… Ta wymagałaby przemyślenia, ale generalnie nie szkodzi.

Słucham uważnie zadowolony, że robię tak dobre wrażenie. Jak gdyby czytając w moich myślach uzupełnia.

- Jeżeli pan chce, mogę teraz przedstawić dokładnie to samo, jednak w zupełnie odwrotnym świetle. Tak, by panu wykazać, że nie miałby pan najmniejszych szans na zatrudnienie – nie słychać tego w jego głosie, ale jestem pewien, że bawi go moja konsternacja. Nie mogę jednak się nie zaśmiać. Jakie pytanie, taka odpowiedź. Potrafię to docenić.

- Ale, ale – wtrąca niepodziewanie. - Naprawdę miło mi się z panem rozmawiało. Jesteśmy już jednak na miejscu…

- Nie – poprawiam go. - Do dworca został jeszcze dobry kilometr

- Może mi pan wierzyć, że wiem lepiej. Zatrzyma się pan o tam, po prawej, na przystanku autobusowym – wyjaśnia. - Tam sobie wysiądę. Zmieniłem zdanie po prostu.

Zatrzymuję się we wskazanym miejscu kończąc kurs. Płaci nowym banknotem stuzłotowym mówiąc, że mam zaokrąglić do osiemdziesięciu. Zabiera rachunek.

- Proszę się nie fatygować, sam sobie poradzę z bagażnikiem – tą samą dłonią, którą podawał mi pieniądze powstrzymuje mnie delikatnie widząc, że chcę wyjść z auta. Zastosowuję się grzecznie dziękując za szczodry napiwek oraz ciekawą rozmowę.

- Mnie również było bardzo miło – stwierdza stojąc skryty za otwartym bagażnikiem. - A teraz proszę ruszać i – tu pana zaskoczę – nie powiem na odchodnym, że musi pan zapominać o naszej rozmowie. Nie jesteśmy w kinie.

Odjeżdżając odwracam się, ale już go nie ma. Musiał skryć się za wiatą przystanku lub przejść na drugą stronę.

Gdy później, przy kolejnym - czwartym, czy może piątym – kursie otwieram klientowi bagażnik, znajduję tam pozostawioną centralnie elegancką, wycięta z grubego papieru wizytówkę. Całą pustą, tylko z napisanym odręcznie numerem telefonu. Teraz już wiem, że to numer kierunkowy do Singapuru. Raczej zostawił ją tam specjalnie, jednak pewności nie mam.
Nigdy nie próbowałem tam dzwonić, choć trzymam ją w portfelu.



Taryfa dzienna, taryfa nocna [PROLOG]
Taryfa dzienna, taryfa nocna [1]
Taryfa dzienna, taryfa nocna [2]
Taryfa dzienna, taryfa nocna [3]
Taryfa dzienna, taryfa nocna [4]
Taryfa dzienna, taryfa nocna [5]

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/przemsza-plynie-do-paryza/



tagi: taryfa dzienna 

przemsa
4 listopada 2017 10:49
11     567    9 zaloguj sie by polubić
komentarze:
betacool @przemsa
4 listopada 2017 11:59

No to żeś walnął raport na rozgadanego agenta.

Żebyś tylko nie miał głuchego telefonu z Singapuru.

zaloguj się by móc komentować

betacool @przemsa
4 listopada 2017 12:17

O widzę, że jakiś agent już Cię namierzył.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @betacool 4 listopada 2017 11:59
4 listopada 2017 13:11

Nie będę odbierał ;-)

 

zaloguj się by móc komentować


betacool @przemsa
5 listopada 2017 00:29

A coś tu ktoś chciał sprzedać, ale Parasol już go wykosił.

zaloguj się by móc komentować


Shork @przemsa
5 listopada 2017 11:35

dalej dalej, ciekawe czy wpadniesz w pułapkę nierówności kompozycji. Liczę, że nie.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @przemsa
5 listopada 2017 12:19

Odrzucam sporo z tego, co już napisałem. Tak więc przynajmniej się staram :)

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Shork 5 listopada 2017 11:35
5 listopada 2017 12:55

Mnie to jakoś zupełnie nie ciekawi, bardziej to z kim będzie następny kurs.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @przemsa
5 listopada 2017 13:00

Tego się niegdy nie wie...

 

zaloguj się by móc komentować

Shork @przemsa 5 listopada 2017 13:00
5 listopada 2017 16:53

i to jest najważniejsze

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować