-

przemsa

Taryfa dzienna, taryfa nocna [5]

„Jeśli nawet historia ta nie jest prawdziwa, jest ona prawdziwym zmyśleniem.”
Marek Hłasko „Piękni dwudziestoletni”
 

pięć

Siedzisz. Siedzisz. Siedzisz. Wariujesz od tego siedzenia. Nie położysz się (w aucie to niezły eufemizm) spać, bo przecież nie po to jeździsz po nocy, żeby samochód traktować jak sypialnię. Mija godzina, druga, trzecia. Nic. Jest środek tygodnia. Ludzie siedzą w domach, bo rano idą do pracy, a bezrobotni nie należą do osób rozbijających się taksówkami po mieście. Patrzysz jak schodzą zlecenia, czy raczej nie schodzą... U twoich kolegów czekających w innych dzielnicach zatem podobnie. Pocieszające. Tak, pocieszające. Choć dotąd uważałeś, że równie małostkowe myślenie jest ci obce, jeździsz już na tyle długo, by nabrać nowych, dotąd nieznanych ci nawyków. Liczysz się tylko ty. Twój czas i portfel. Mimowolnie, choć doskonale rozumiesz, iż ponad to, że w konkretnych miejscach i o konkretnych porach jest większe prawdopodobieństwo złapania klienta, tak naprawdę o wszystkim decyduje szczęście, kalkulujesz po cichu, gdzie najlepiej się ustawić. Tu nic się nie dzieje, ale akurat dziś i w innych sektorach miasta jest przecież podobnie. Dlatego nie warto się ruszać. Zwłaszcza że, tutaj jesteś pierwszy do zlecenia, więc chociaż tyle, że najpierw właśnie ty gdzieś polecisz.
Z drugiej strony jednak mija przecież trzecia godzina...
Może zatem po prostu pieprzyć to wszystko i zwijać się do domu? W sumie, dlaczego nie. Bardzo kusząca myśl. Tym bardziej nęcąca, że robi się coraz chłodniej. Za chwilę okaże się, że trzeba odpalić silnik, żeby trochę się ogrzać. Oczywiście zwisa ci, że nie wolno tak zanieczyszczać atmosfery, ale już to, że spalane w ten sposób paliwo kosztuje denerwuje. Wiele przemawia więc za tym, by dać sobie na luz i wracać do domu. Zresztą, gdy weźmie się pod uwagę, że pracujesz siedem dni w tygodniu, a mamy już koniec miesiąca, wyrobiłeś i tak już więcej godzin niż przeciętny robotnik na etacie. Co z tego jednak, skoro on w odróżnieniu do ciebie on dostaje regularnie wypłatę, a ty masz ponad stówę dziennych kosztów i na razie w kieszeni jakieś osiemdziesiąt. Pewnie, bywały dni, gdy zarobiłeś sporo więcej, ale nie chodzi przecież o bilansowanie strat, lecz o zarobek. W końcu jesteś złotówą.
Zostajesz zatem.
Radio doprowadza cię do szału. Książki drażnią. Gry w telefonie męczą. Zjadłbyś coś, ale to już przerabialiśmy: nie stać cię na luksus konsumpcji poza domem.
Nadal nic.
Choć zaraz. Coś się dzieje. Ktoś pojechał właśnie z sektora w samym centrum. I kolejny. Teraz jest tam pusto. To mniej niż dwa kilometry. Podjechanie tam wydaje się więc całkiem dobrym pomysłem. Widzisz, jak ci, którzy właśnie stamtąd ruszyli zgłaszają, że jadą poza miasto. Pięknie. Z tego miejsca, do najbliższej miejscowości, jest dobre pięć kilometrów. Liczysz w głowie i już wiesz, że trochę zarobią i najzwyczajniej im zazdrościsz.
Ewidentnie nie ma co się zastanawiać.
Trzeba ratować tę nockę. Wprawdzie to nic nie znaczy, ale statystycznie lepiej być właśnie tam. Po prostu, nawet w nocy, w centrum częściej trafiają się ludzie skorzy do korzystania z taryfy.
Odpalasz zatem swój wóz. Będzie dobrze. W gruncie rzeczy powinieneś był to zrobić już dawno. Jedziesz. Jeszcze moment i GPS pozwoli systemowi ustawić cię w samym centrum. Ale co to? Klniesz brzydko. Można było przewidzieć, że nie jesteś jedynym, który wpadł na ten wyśmienity pomysł. Na dodatek ty byłeś tym, który zastanawiał się dłużej lub miał tam dalej. Klniesz ponownie. Teraz jesteś już drugi. Tym razem nie ma co gdybać. Wracasz tam, skąd przyjechałeś. Nadal nikogo tam nie ma i raczej szybko nie będzie. Chociaż tyle. Ale... Nie. Ciskane przez ciebie przekleństwa są nie do powtórzenia. Patrzysz na zlecenie, które przypadłoby kierowcy tam się znajdującemu, a z jego braku (to ty jesteś tym brakiem...) trafiło do kolesia z najbliższego sektora obok. Tego, który zajął ci miejsce numer jeden w centrum. To właśnie on pojedzie za 130 złotych na dworzec w mieście x. Cena umowna, zlecenie specjalne - czytasz widoczną i na twoim terminalu informację z centrali. 
Starasz się nie myśleć o swoim pechu. Wracasz do czekania. Niech to ch... strzeli.


pięć i pół

- Prosiem - podsuwa mi pod nos komórkę, żebym przeczytał sobie adres, który ma tam zapisany. Kiwam głową na znak, że wszystko jasne. Włączam taksometr i ruszamy. Jak to często bywa, jestem mimowolnym słuchaczem rozmowy - czy może właściwiej byłoby powiedzieć monologu - prowadzonej przez telefon z kimś po drugiej stronie. Tak jest i tym razem.
- Siedzę już w taksówce, powinienem być za jakieś dziesięć minut na miejscu. Nie, nie sądzę, by dało się szybciej. Co z tego, że noc. To jednak kawałek. Tak, też tęsknię. Poczekasz z kolacją? To miłe. A wiesz co, ten kierowca, taksówkarz, spodobałby ci się.
Chrząkam, ale nie zwraca na mnie uwagi. Ja za to zaczynam słuchać uważniej.
- Tak. Twój typ. Jak ja, brodacz.
Pilnując się - w sumie trudno stwierdzić dlaczego - żeby nie spotkać jego spojrzenia w lusterku, kontroluję twarz mojego pasażera. Jedziemy przez centrum, więc mam do tego wystarczającą ilość światła. Fakt, ma jakąś tam brodę, ale mocno rudawą i bardzo elegancko wystylizowaną. Nie to co moja. Ciemna, lekko siwiejąca, raczej niespecjalnie zadbana. W każdym razie daleko jej do pedantycznego zarostu pasażera, więc w myślach stwierdzam, że ktoś tu grubo przesadza. Poza tym nie mam w uszach tuneli, czyli tych kretyńskich otworów sprawiających, że człowiek dziwi się, że nie nosi do kompletu przepaski z liści palmowych i dzidy.
- No mówię ci, gdyby nad nim popracować ze stylistą lub tylko nożyczkami i maszynką, zrobiłoby się z niego facet do wzięcia - kotynuuje. - Co? Nie złość się. Przecież wiem, że dla ciebie liczę się tylko ja. Opisuje tylko co widzę, a że znam twój typ, to nie mogę powstrzymać się od komentarza. Ciało? No proszę cię, skąd mam wiedzieć, przecież siedzi - sprawia wrażenie rozbawionego.
- Ale zaraz - zawiesza głos. - Czy przypadkiem nie miałem sobie darować opisywania jakiegoś obcego faceta? Aha, zaciekawiłem cię... No pięknie. To może zaproszę go do nas. Pozna cię, ocenisz, czy nie przesadziłem twierdząc, że jest w twoim typie. Zje i może będzie tak uprzejmy, że nie policzy sobie za czekanie. W końcu będzie miał darmową kolację, a kto wie, czy nie coś więcej - w jego głosie można wyczuć rosnącą irytację. - Ja? Ja jestem bezczelny? - ciągnie ten wątek, teraz już wyraźnie zdenerwowany. - Wiesz co, jestem już na miejscu, ale jednak nie zjem z tobą. Tu obok jest restauracja. Nie czekaj na mnie. Tak! Jak mi się zachce, to i z brodatym taksówkarzem niechlujem - klnąc jeszcze brzydko kończy rozmowę.
Udając, że to wszystko działo się poza mną  i niechluj ani trochę mnie nie dotknął, zatrzymuję się pokazując palcem kwotę z rachunku. Płaci ładnie zaokrąglając w górę. Wychodząc uśmiecha się i ni to do mnie, ni do siebie, stwierdza - Dobrze, że nie znasz tego języka. Zdziwiłbyś się, dlaczego Jean-Paul nie zje ze mną tofu.
Szczerzę zęby bezrozumnie jak tylko mogę.


pięć przecinek siedem

- Żelki Haribo, ryż basmati, dwie bułki, cienkopis - zielony, szare mydło, baton musli, pasta do nubuku - najtańsza, litr wyborowej - odczytuję z telefonu. - Razem - zakupy plus wnoszenie - tu podaję kwotę. - Zgadza się?
Kiwa głową twierdząco podając mi pieniądze i odbiera reklamówkę, którą cały czas trzymam w mocno zaciśniętej dłoni. Zawsze najpierw płatność, później sprawunki. Nigdy odwrotnie. Niejeden już został bez pieniędzy przed zatrzaśniętymi drzwiami.
- Ciekawy zestaw - nie mogę się powstrzymać, choć to nie moja sprawa.
- Przecież wiesz, że chodziło tylko o wódę. Reszta tylko po to, by ta z centrali nie pomyślała, że chlać mi się chciało. Trzeba dbać o pozory.


 

Taryfa dzienna, taryfa nocna [PROLOG]
Taryfa dzienna, taryfa nocna [1]
Taryfa dzienna, taryfa nocna [2]

Taryfa dzienna, taryfa nocna [3]
Taryfa dzienna, taryfa nocna [4]

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/przemsza-plynie-do-paryza/



tagi: przemsa  jan przemsa  wydawnictwo przemsa  przemsza płynie do paryża  taryfa dzienna  taryfa nocna  taryfa dzienna taryfa nocna 

przemsa
31 października 2017 12:38
12     583    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Shork @przemsa
31 października 2017 12:50

Wiencyj wiencyj...
(może troche za mało opisów, chocby pogody, siedzisz w tym pudełku, a przecież nie jest ono w pustej przestrzeni)

zaloguj się by móc komentować

przemsa @Shork 31 października 2017 12:50
31 października 2017 12:53

Minimalizm ;-)

 

zaloguj się by móc komentować

Shork @przemsa 31 października 2017 12:53
31 października 2017 13:24

nie wykręcaj się. Klimat musi być

zaloguj się by móc komentować

przemsa @Shork 31 października 2017 13:24
31 października 2017 13:29

Zawsze pilnuję się, by nie nudzić. Stąd może przesadzam w drugą stronę. Postaram się jakoś wyważyć.

 

zaloguj się by móc komentować

qwerty @przemsa
1 listopada 2017 18:35

fajne, i do poczytania

zaloguj się by móc komentować

przemsa @przemsa
1 listopada 2017 18:52

Dzięki. Miło.

zaloguj się by móc komentować

betacool @przemsa 1 listopada 2017 18:52
1 listopada 2017 22:23

Mnie też przekonałeś. Kupię tę książkę o wyprawie kajakiem, ale dopiero na gwiazdkę.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @przemsa
1 listopada 2017 22:54

> Mnie też przekonałeś. Kupię tę książkę o wyprawie kajakiem, ale dopiero na gwiazdkę.

To ta nachalna kryptoreklama, którą uprawiam pod tymi tekstami działa? Super! ;-)

PS Polecam :)
 

zaloguj się by móc komentować

betacool @przemsa 1 listopada 2017 22:54
1 listopada 2017 23:08

No właśnie nie. Te kursy taksówką mnie przekonały. Na kryptoreklamę spojrzałem dopiero po Twoim wpisie. 

 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @betacool 1 listopada 2017 23:08
1 listopada 2017 23:10

No to już nie wiem co myśleć... Jakkolwiek - dzięki :)

zaloguj się by móc komentować

betacool @przemsa 1 listopada 2017 23:10
1 listopada 2017 23:20

Myśl o kolejnym odcinku.

Link + mała ikonka okładki książki byłaby może mniej krypto..., ale po co się kryć?

 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @betacool 1 listopada 2017 23:20
2 listopada 2017 06:19

Kolejny w przygotowaniu. 
 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować