-

przemsa

Taryfa dzienna, taryfa nocna [4]

„Jeśli nawet historia ta nie jest prawdziwa, jest ona prawdziwym zmyśleniem.”
Marek Hłasko „Piękni dwudziestoletni”


- Nie boi się pan tak jeździć po nocy?

Znowu... Nie pracuję długo, ale jestem już znużony tym pytaniem. Pytaniem standardowym numer trzy. Numer dwa to "Czy nabił pan na kasę rabat?", a jeden: "Dlaczego tak drogo?". Tylko na jedno z nich jestem w stanie udzielić satysfakcjonującej wypowiedzi. Zawsze wbijam te minus dwadzieścia procent od stawki wyjściowej, niezależnie od taryfy. Jak automat.
Tym razem jednak różnica jest taka, że pytający to mężczyzna. Dotąd kwestia ta nurtowała wyłącznie kobiety. Na odczepnego, ale jednak zgodnie z prawdą odpowiadam, że się boję, aczkolwiek wyłącznie wtedy, gdy zaprzątam sobie tym głowę. Ponieważ jednak nie mam na to czasu lub też czas marnotrawię w jakiś inny sposób, praktycznie temat ten dla mnie nie istnieje. Mam zresztą gumową pałkę, paralizator i pistolet gazowy. No i mój ulubiony motylek.

Macha ręką. - Bzdury. Nic by to panu nie dało, gdyby klient wpadł na przykład na pomysł, by zacząć duszenie. O, tak - demonstruje w powietrzu jakieś imitujące zaciskanie dłoni ruchy, a że dostrzegam w lusterku jakiś dziwny grymas na jego twarzy, zaczynam uważniej mu się przyglądać. Nie tracąc rzecz jasna z oczu drogi.

- E tam - mówię. - Pomijając już to, że atakując mnie tak w czasie jazdy napastnik na bank spowodowałby wypadek, to sądzę, że mając wolne ręce dałbym jednak radę jakoś go zneutralizować. Zresztą nie ma o czym mówić - na odczepnego dodaję.

- Mógłby zaatakować na światłach - nie odpuszcza. - Mógłby też podejść z boku. Od strony pasażera. Lub przez okno. Puk-puk, w szybę. Jest noc, pan uchyla by zapytać, o co chodzi - w końcu to potencjalny klient - a on, rach-ciach, wbija panu w gardło sztylet!

-Sztylet? - wyrywa mi się mimowolnie, bo kompletnie mnie zaskoczył. Czuję się nagle absurdalnie, jak w jakimś kryminale Christie. Mimo zdziwienia udaje mi się odnotować, że pasażer znów niezdrowo się ożywia i automatycznie przesuwam fotel do przodu. Nie jest to wygodne, ale jednak bezpieczniejsze. Zaczyna mnie niepokoić jednym słowem.

- Tak, sztylet - potwierdza. - Albo chloroform. Gazę nasączoną chloroformem. Przez otwarte okno przykłada ją panu do ust. Momentalnie traci pan przytomność. Ładuje pana do bagażnika...

- Mam 180 centymetrów wzrostu i ważę osiemdziesiąt kilo - przerywam mu zły na siebie, że mimowolnie daję się wciągnąć w tę idiotyczną narracje. - Ciężko byłoby mnie tak taszczyć bezwładnego. Nawet tylko kawałek.

- Ja dałbym radę - odparowuje ze spokojem, a ja sięgam do kieszeni na drzwiach i uzbrajam paralizator. - Jestem od pana wyższy i cięższy, mam też niesamowitą krzepę w rękach.

Faktycznie. Dociera do mnie, że jego łapska zwróciły moją uwagę już wcześniej, gdy symulował duszenie. Może nie jak łopaty, ale spore.

- No więc ładuję pana do bagażnika – zaczynam się czuć jeszcze bardziej nieswojo, bo chyba nie do końca świadomie zmienia narrację na pierwszoosobową. - Wywożę do lasu i... - zawiesza dramatycznie głos.

- I zabijam celnym strzałem z muszkietu, który zawsze noszę razem ze sztyletem oraz puginałem, o którym to puginale jeszcze nie wspominałem - znów nie mogąc się powstrzymać odparowuje.

Żacha się. - Pan sobie kpi, a ja całkiem poważnie mówię.

Musi widzieć w lusterku moją minę, bo reflektuje się i poprawia. - Teoretycznie oczywiście. W teorii wywożę pana do lasu i tam teoretycznie - owszem, na przykład sztyletem, morduję - kończy wyraźnie zadowolony swoją opowieść.

- No tak, zgadza się. To możliwe – niespodziewanie dla siebie samego się rozluźniam. - Ale pomijając już pytanie o celowość zabijania taksówkarza, bo przecież psychopaci nie potrzebują racjonalnych motywów - mówiąc to spoglądam kontrolnie w lusterko napotykając jego uważane spojrzenie - to napastnik niewiele uzyskałby. Samochód ciężko sprzedać, a w gotówce rzadko miewam więcej niż dwieście złotych.

- Ile? - zaciekawia się, czym na nowo wzbudza moją czujność.

- Niewiele – zbywam go, a ponieważ naprawdę coraz mniej mi się ten facet podoba, dochodzę do wniosku, że najwyższy czas coś zrobić. Na przykład przejść do kontrofensywy. Zmieniam więc trochę temat.

- A z drugiej strony, czy przyszło panu do głowy, że może się trafić niezrównoważony taksówkarz? – próbuję go zaciekawić.

- To znaczy? - może mi się wydaje, ale chyba w jego głosie wyczuwam wahanie.

- No, jak w tym starym filmie. "Taksiarska masakra piłą spalinową". Na pewno pan widział  - bezmyślnie klepię pierwsze, co przychodzi mi do głowy.

- Nnnnie wiem, tytuł chyba coś mi mówi, ale nie pamiętam teraz. Kto w tym grał – wyraża zainteresowanie.

- Michel Douglas i Robert de Niro.

- A o czym to, tak z grubsza, jeżeli pan może – wydaje  się być naprawdę ciekawy.

-Douglas jest taksówkarzem. Pewnego dnia wiezie de Niro. Jest upał, w aucie popsuła się klimatyzacja. Mucha wyleciała do środka. Bzyczy i nie chce dać się zabić – improwizując dość gładko bredzę.

- Mucha? - akurat owad najbardziej przykuwa jego uwagę.

- Owszem, mucha. Ta sama, która zagrała wcześniej w horrorze Mucha 3 – czynię  recenzję jeszcze bardziej odjechaną, ale on albo słucha mnie bez zrozumienia albo łyka i tę bzdurę.

- Możliwe. Tego na pewno nie widziałem. Ale co było dalej? – ponagla mnie niezrażony.

- Ta mucha drażni Douglasa – nie trzeba mnie już zachęcać. Odpływam w opary absurdu -  Leje się z niego pot. De Niro marudzi, że stoją w korku, jakby była to wina taryfiarza. Gdy wreszcie jakoś dojeżdżają na miejsce i kierowca daje de Niro rachunek, ten każe wydać sobie resztę, precyzyjnie i całą. Nie pozwala zaokrąglić w górę, choć do pełnych dziesięciu dolarów brakuje tylko pięciu centów. Widać to wyraźnie, kamera specjalnie najeżdża na taksometr. I wtedy wyczerpany – muchą, klientem i upałem - Douglas nie wytrzymuje. Patrząc wściekłym wzrokiem przed siebie zaciska dłonie na kierownicy. Zaczyna krzyczeć, wyzywa pasażera od najgorszych. Następuje ta słynna scena, gdzie de Niro, którego twarz odbija się w wewnętrznym lusterku, rozdrażniony zachowaniem Douglasa mówi: Are you talkin' to me? Are you talkin' to me... – zawieszam teatralnie głos.

- A to znaczy? - znów udaje mu się mnie zaskoczyć. Muszę chwilę się zastanowić.

- Czyż nie dobija się koni. Czyż nie dobija się koni... - ni stąd ni z owąd przychodzi mi do głowy.

- Czyż nie dobija się koni? - zdaje się, że był taki film. Chyba z Fondą. Widziałem lata temu...

Ma mnie. Nerwowo szukam odpowiedzi.

- Tak. To było nawiązanie właśnie do tego obrazu – przytakuję. - De Niro chciał go w ten sposób poniżyć sugerując, że nie jest nawet stangretem tej metaforycznej dorożki, ale wręcz tylko nędzną szkapą, koniem pociągowym. Ślepym, jak łysek z pokładu Idy – odzyskuję rezon.

- Aha... – popada w zadumę.

- No i zaczyna się – jak nakręcony lecę dalej. - Douglas wyskakuje z auta, leci do bagażnika, szarpie się chwile z zamkiem, wreszcie otwiera i wyciąga piłę spalinową. Odpala ją. Ta zaskakuje za trzecim, czy też czwartym razem z głośnym warkotem. Wywleka de Niro i masakruje go tą piłą. Sika krew. Odrąbane ręce, głowa...

- Zaraz, zaraz. Woził ze sobą piłę spalinową i jeszcze zabija takiego słynnego aktora w pierwszej scenie? – jego pytania zaczynają mnie przerażać.

Niby dlaczego miałaby to być pierwsza scena -  myślę głowiąc się przy okazji, jak z tego wybrnąć. Ogarniam się jednak w miarę szybko i tłumaczę. - Tak, to wczesny film de Niro. Nie był jeszcze wtedy gwiazdą i grał epizodyczne role –najpierw rozprawiam się wątpliwość drugą. - A piłę woził, bo... bo to kino klasy b. Woził i tyle. Pewnie miał swoje powody. W toku akcji faktycznie się to nie wyjaśnia. Sam nie zwróciłem na ten, niezmiernie przecież frapujący aspekt wcześniej uwagi. Celne spostrzeżenie - postanawiam sprawić mu komplement.

Chrząka. - Czyli posiekał de Niro, bo ten poskąpił mu paru groszy...

- Centów dla ścisłości. To amerykańskie kino drogi.

- Zabił człowieka praktycznie za nic...

- Właśnie. Odbiło mu. Taksiarzowi...

- Faktycznie, ciekawe. Muszę zobaczyć ten film. Mówi pan, że dużo krwi. Masakra. Odcięte członki. Rzeźnia i czysta, bezwzględna nienawiść.

Znowu sprowadza mnie na ziemię. Zaczynam żałować, że tak z niego zakpiłem. To chyba autentyczny wariat. A co, jeżeli postanowi się zemścić? Nie ma żadnego problemu żeby mnie znalazł po numerach bocznych, czy też samym kursie na przykład przez centralę.

- Ja tylko żartowałem – mówię więc na wszelki wypadek.

- Wiem, wiem – wykrztusza zdaje się kpiąco. - Taksówkarze to spokojni, zrównoważeni ludzie. Po testach psychotechnicznych. Żaden nie zrobiłby czegoś takiego...

Teraz nie wiem, czy kpi, czy też nie zrozumiał, o co mi chodzi.

Szczęśliwie dojeżdżamy już jednak do miejsca docelowego i z ulgą biorę się za kończenie kursu. Podaje mu rachunek. Rzeczywiście, wielkie ma te łapska, jak już wcześniej w lusterku zauważyłem. Wydaje mi bez słowa resztę, wysiada. Chcę ruszyć, ale zawraca na pięcie i puka w szybę. Niechętnie ją uchylam.

- I co, myślał pan, że wystraszę się tej głupiej historyjki? - cedzi z widoczną złością. - Wystraszę się piły łańcuchowej w bagażniku i dam jakąś kasę ekstra? Niedoczekanie! Ja jestem, jak pan Biały z Wściekłych Psów. Napiwków nie daję!

 

Taryfa dzienna, taryfa nocna [PROLOG]
Taryfa dzienna, taryfa nocna [1]
Taryfa dzienna, taryfa nocna [2]

Taryfa dzienna, taryfa nocna [3]

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/przemsza-plynie-do-paryza/

 



tagi: przemsa  jan przemsa  wydawnictwo przemsa  taryfa dzienna  taryfa nocna  taryfa dzienna taryfa nocna  przemsa płynie do paryża 

przemsa
24 października 2017 12:22
21     738    9 zaloguj sie by polubić
komentarze:
betacool @przemsa
24 października 2017 13:07

A ja tam myślałem, że w mojej robocie są najdziwniejsi klienci...

zaloguj się by móc komentować

przemsa @betacool 24 października 2017 13:07
24 października 2017 14:06

W każdej robocie trafiają się dziwni. Kwestia ilości i częstotliwości relacji z ludźmi.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @przemsa
24 października 2017 14:18

Będzie juz ponad dziesięc lat, jak zabrałem pasażera na tzw. łebka". Nie po to, żeby zarobic parę marnych groszy, ale po prostu nudziło mi sie w długich eskapadach po Polsce, a radia nie mogłem juz wówvczas słuchać, gdyz było równioe głupie jak obecnie. Czas szybciej leciał, jak sie z kims pogadało, a czasem mozna było sie dowiedzioeć różnych ciekawych rzeczy. No wiec wracam  sobie do chałupy gdzies tam z opolskiego, przez Tarnowskie Góry, omijam "gierkówkę" bo radarów tam więcej niż samochodów, walę na Myszków, Lelów, Koniecpol, Włoszczową, Końskie i potem prościutko, na Białobrzegi, Warkę, Górę Kalwarię, na most przez  Wisłę i za jakies 10 kilosów jestem juz w Otwocku. No więc to było gdzieś chyba za Lelowem, ktos na poboczu machał ręką szukając podwózki. Zabrałem faceta, na oko około trzydziestki, siedzi skulony, i nerwowo się rozglada. W koncu mówi, "o ten żólty samochód, to oni mnie gonią". Faktycznie z naprzeciwka jechał jakis żółty. Myślę, że  jak go gonią, to w złą stronę, więc pewnie nie dogonią. Ale za jakis czas, znowu jedzie z przeciwka żólty, a gość swoje, że jacyś  w zółtych samochodach za nim  gonią. Trochę mu się zacząłem przyglądać, głowa ogolona i jakaś taka podrapana, jakby czołgał się pod zasiekami z drutu kolczastego. Ale że zapytałem wcześniej i wiedziałem dokąd jedzie, to sobie kombinuję, że do Włoszczowy niedaleko, więc chyba nic nie zdąży nabroić, zeby wynikły z tego  jakieś kłopoty. A facet doprecyzowuje, że go śledzą i przez satelitę. No, myśle sobie, teraz to już jasne, że czubek.  Mówię do niego, że satelita to droga zabawka, i na takich cienkich bolków jak on, to raczej ich się nie używa. Ale uparł sie, że satelita równiez. No dobra, to lepiej  trzeba zmienic temat, bo nie będę gościł w świecie jego imaginacji. Pytam się po co jedzie do Włoszczowy, czy stamtąd pochodzi, mieszka, etc. Odpowiada, że tak, jedzie do rodziny, stracił pracę, i nie wie co ma ze sobą począć. A jaką pracę - pytam. Machał ręką i coś od rzeczy nawijał. Wychodziło, że to cos w rodzaju warsztraów terapii zajęciowej (dla psychicznych). A jaki masz zawód, co za szkołe konczyłeś, etc. Mówi, że podstawową,  więc pytam,  a co potem. Potem już nic. To co robiłeś po podstawówce do trzydziestki? Ale dojeżdżaliśmy już do Włoszczowy i zdecydował się wysiąść na rogatkach. Tak że nie dowiedziałem się, co takiego robił po podstawówce. 

 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @stanislaw-orda 24 października 2017 14:18
24 października 2017 14:45

Wbrew temu, co można zakładać, ludzi z tego typu urojeniami też jest niemało. 

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @przemsa 24 października 2017 14:45
24 października 2017 15:00

W charakterze  "łebka" spotkalem jednego, a w innych okolicznościach jeszcze kilku, oczywiscie sód takich, co swoją egzystencję wiedli  poza zakładami zamkniętymi.

Natomiast w telewizji co niemiara ich,  ze szczególnym wskazaniem na tzw. polityków.

zaloguj się by móc komentować

betacool @przemsa 24 października 2017 14:06
24 października 2017 15:03

No ja to jestem późny de Niro. Dyrektor kasyna.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @stanislaw-orda 24 października 2017 15:00
24 października 2017 15:05

Jednak politycy mają innego rodzaju urojenia :)

 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @betacool 24 października 2017 15:03
24 października 2017 15:05

Dobrze, że nie jeszcze późniejszy, emerytowany agent CIA ;-)

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @przemsa 24 października 2017 15:05
24 października 2017 15:19

Ale przynajmniej  wiadomo które gorsze.
Czyli którzy  mogą  więcej szkody narobić.

zaloguj się by móc komentować


betacool @przemsa 24 października 2017 15:05
24 października 2017 15:43

Też się cieszę.

zaloguj się by móc komentować

betacool @przemsa
24 października 2017 16:20

Lekkkie pióro, wartkie dialogi. Szybko kursy tą taksówką lecą...

 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @betacool 24 października 2017 16:20
24 października 2017 18:08

Taksówka to czekanie.

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @przemsa 24 października 2017 18:08
24 października 2017 19:22

W każdym fachu najważniejsze jest to, żeby się z sobą nie nudzić.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @przemsa
24 października 2017 19:52

W życiu po prostu.

 

zaloguj się by móc komentować

Czepiak1966 @przemsa
25 października 2017 13:30

Mam kumpla, który na pewnym komisariacie w pewnym mieście przyjmował raz na tydzień zgłoszenia od pewenej pani, która twierdziła, że Samozwańczy Hodowcy Much wpuszczają jej do domu muchy z podglądem i podsłuchem...

Na pierwszy rzut oka/ucha śmieszne, ale pani chciała rozmawiać komendantem wojewódzkim policji, czy ów ma zgodę na stosowanie kontroli operacyjnej. Niezła znajomość tematu, później się okazało, że w SB była. Przy okazji notki o taksówkarzu przyszło mi do głowy, że psychiatrzy mają też przerąbane: otóż ten kumpel od tych zgłoszeń ma siostrę psychiatrę, którą kiedyś opieprzył, żeby nie traktowała go jak wariata - pomogło.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @przemsa
25 października 2017 13:41

Jak już tu wcześniej pisałem, każdy grupa zawodowa mająca częsty kontakt z ludźmi, ma jakieś doświadczenia z wariatami. Psychiatrzy również, choć bardziej :)

 

zaloguj się by móc komentować

Shork @przemsa
26 października 2017 07:11

z nudów skusiłem się i kupiłem Nową Fantastykę, z którą rozstałem się 5 lata temu będąc posiadaczem wszystkich numerów. Na razie najlepszy jest wstepniak. Cała literatura zawarta w środku jest delikatnie mówiąc wtórna, a autorzy chyba szczycą się tym, że niewiele książek przeczytali. Poznaje po bezczelnych nawiązaniach liczących na podobny status ewentualego czytelnika. Co jest z gruntu nielogiczne, bo kto chce coś przeczytać jeżeli nie czyta?
Słabe technicznie, pisane pod sztampę, jakby robił to robot specjalnie zaprogramowany.

Bezczelność gówniarzerii piszącej równa się chyba tylko jedynie bezczelności wydawców, próbujących ten przeżuty chłam wcisnąć jako oryginał.

Już pisałem o Twoich dialogach i potwierdzam. Są pysznie zindywidualizowane. Teraz zwrócę uwagę na zapożyczenia. Dokładnie tak nalezy zapożyczać. Nie żeby czytelnik ze złością pomyślał  "o kurde to zapożyczone", ale aby przywołało mu to zapożyczenie przed oczy obrazy filmów, czy książek.
Prawdę mówiąc byłem ciekawy jak wybrniesz z nieuchronnego łączenia Twojego tekstu z filmem "Taksówkarz" i okazuje się że nie brniesz. NIe musisz.
To co Piszesz naprawdę ma wartość literacką, a o pozostałych wartościach to się wypowiem po przeczytaniu całości. Ciekawy jestem czy wyjdzie gdzieś drugie dno, ukryta warstwa i czy pojawi się wartość dodana.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @Shork 26 października 2017 07:11
26 października 2017 10:34

Mam podobne doświadczenia z tym pismem. Klilka razy, po latach, dawałem mu od czasu do czasu szansę. I niestety, zawsze żałowałem wydanych pieniędzy. Słabe to jakieś, bez pomysłu i - to najcięższy zarzut - nudne.

Co do reszty: Dzięki jeszcze raz za miłe słowa. Czy jednak wyjdzie z tego coś więcej? Nie wiem. Chciałbym, ale nie jestem w stanie na ten moment stwierdzić. 

 

zaloguj się by móc komentować

Shork @przemsa 26 października 2017 10:34
26 października 2017 12:36

to nie są żadne komplementy, z natury jestem wredny, jak znajdę błąd nie będzie litości, po prostu węszę talent i potwierdzam poszczególne elementy.

Tak naprawdę dopiero na koniec autor się orientuje co napisał, znajduje kolejne warstwy, ukryty przekaz itp. Dlatego czekam do końca

zaloguj się by móc komentować

przemsa @przemsa
26 października 2017 13:51

Dla mnie jednak są komplementami. Ale rozumiem, co masz na myśli i tym bardziej je doceniam. 
Co do końca - sam jestem go ciekawy.

Pozdrawiam.

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować