-

przemsa

Taryfa dzienna, taryfa nocna [15]

Nie będę się krygował pytając niby skromnie, a tak naprawdę obłudnie, czy ktoś jeszcze pamięta te opublikowane tu kiedyś kilka taksówkarskich tekstów i po prostu wkleję do nich linki.
Zaraz za nimi kolejna, piętnasta już odsłona.

Prolog / 1 / 2 / 3 / 4 / 5 / 6 / 7 / 8 / 9 / 10 / 11 / 12 / 13 / 14 /


„Jeśli nawet historia ta nie jest prawdziwa, jest ona prawdziwym zmyśleniem.”
Marek Hłasko „Piękni dwudziestoletni”
 

Nie podobało mi się to miasto. Byłem tu pierwszy raz i odkąd wyszedłem z pociągu wiedziałem, że nie będę chciał tu wracać. Na razie jednak nie miałem wyjścia. Zgodziłem się przyjechać i dopilnować kilku spraw. Pozostało więc się wywiązać. Zacząć należało od taksówki do hotelu. Ten był dość odległy od centrum i nie za bardzo chciało mi się jechać komunikacją miejską. Zwłaszcza, że jak zdążyłem się już wcześniej zorientować, działało tu kilka korporacji i ceny mieli bardzo przystępne.

Jak przystało na godnego przedstawiciela taksiarskiego fachu, wybrałem najtańszą.

Przyjechała nie w ciągu deklarowanych przez dyspozytorkę pięciu minut, ale po ponad dziesięciu. I choć dość precyzyjnie określiłem swoją pozycję, kierowca podstawił się po drugiej stronie ulicy. Dodatkowo - widząc, że nie mam zamiaru biec do niego przez dwa pasy jezdni - wykonał jakiś żałosno-przepraszający gest, który miał chyba sprawić, że zrozumiem trudność jego położenia i wbrew przyjętym zasadom dla jego wygody przydreptam. Może i jestem złotówą i wiem, że nic – no, może poza nocnym kursem na pełny budzik do odległego miasta tudzież sutym napiwkiem – nie cieszy bardziej niż wyrozumiały, współpracujący klient i że czasem zwyczajnie trudno jest podjechać idealnie, to jednak w tym przypadku nie było najmniejszego problemu z zawróceniem na pobliskim rondzie. Wzruszyłem więc tylko ramionami pozostając niewzruszony na swoim miejscu. Musiał zrozumieć, że jestem z rodzaju tych upierdliwych, którym wydaje się, że jeżeli zaraz zapłacą za kurs parę złotych, to już są panami taryfy, bo chwilę po tym wystarczyły mi już ledwie trzy kroki, by znaleźć się w jego aucie.

Trochę ode mnie młodszy kierowca zaczął od przeprosin wyjaśniając, że dyspozytorka podała mu błędnie parzysty numer domu i dlatego podjechał od niewłaściwej strony i że jest mu niezmiernie przykro. Nie uwierzyłem w opartą na założeniu, że klientowi nie będzie chciało się jej sprawdzać historyjkę, ale powiedziałem, że nie ma sprawy, wszystko w porządku. Podając adres odruchowo zerknąłem na taksometr by sprawdzić, czy aby na pewno wbił rabat i ustawił właściwą taryfę. Takie skrzywienie zawodowe, co ja poradzę. Wszystko się zgadzało, ale jakoś nie ruszaliśmy.

Taksówkarz walczył jeszcze z nawigacją i najwyraźniej miał z nią jakiś problem.

Sam zawsze jeżdżę korzystając z GPS. Także wtedy, gdy dokładnie znam adres, bo to wygodne, więc wcale nie założyłem złośliwie, że zapewne nie zna miasta, tym niemniej jak na mój gust obsługa tego urządzenia zajmowała mu zbyt dużo czasu. Czasu już zapłaconego przeze mnie, budzik zdążył przecież włączyć. Można się śmiać, że minuta czy dwie to grosze, ale gdy się jest taksiarzem wie się, że są klienci, których to drażni.

Po dłuższej chwili mój kolega po fachu szczęśliwie wreszcie się uporał z mapą i ruszyliśmy.

Niestety, choć ostentacyjnie gapiłem się w komórkę, postanowił zabawić mnie rozmową.

W pierwszej kolejności dowiedziałem się, że jest od niedawna taksówkarzem, a mnie jakimś sposobem udało mi się uniknąć złośliwego stwierdzenia, że nie musi mówić, widać na pierwszy rzut oka. Milczałem, on jednak nawijał dalej nie zważając na bijący ode mnie brak chęci na interakcję. Dowiedziałem się więc również i tego, że jest nauczycielem historii dla którego po wielu latach zabrakło etatu. Próbował różnymi sposobami gdzieś się zahaczyć, ale wreszcie musiał się poddać, bo z czegoś trzeba żyć. Ma dwójkę małych dzieci, żona pracuje również w oświacie, więc na nadmiar pieniędzy nie mogą narzekać. Ostatecznie wybrał pracę na taryfie, gdyż zostało mu dość nowe, wygodne auto, za które ratę też trzeba było spłacać. Tak więc widzi pan – postanowił wymusić moją uwagę – czasem tak się w życiu układa, że i człowiek po studiach, humanista, musi zasiąść za kółkiem. Przytaknąłem ze zrozumieniem do odbicia jego szczerego prawego oka w środkowym lusterku i już miałem coś powiedzieć, gdy poczułem, że mam déjà vu czy może raczej déjà entendu, względnie déjà éprouvé.

Myśl ta była bardzo natarczywa, ale nie mogłem się od razu na niej skupić, gdyż akurat zorientowałem się, że jedziemy w złym kierunku. Owszem, nie znałem tego miasta, jednak również miałem włączoną nawigację. Nauczył mnie tego jeden z klientów, który wsiadłszy pewnego dnia na postoju, już na wstępie oznajmił, żebym nie próbował żadnych sztuczek, bo chociaż nie jest stąd, to teraz już nie te czasy, że złotówa jeździ bezkarnie w kółko. Ma włączone swoje mapy google, więc z nim sobie w kulki nie polecę.

Jak się właśnie okazało, była to cenna lekcja.

Pozwoliłem więc sobie wreszcie się odezwać i zagadnąłem mojego historyka, czy aby nie jedziemy jakąś historyczną trasą, gdyż odnoszę wrażenie, że dobre dwa kilometry wcześniej powinniśmy byli skręcić. Zareagował nerwowo, a wręcz panicznie hamując gwałtownie. Zerwał z mocowania nawigację i zaczął się jej przyglądać intensywnie mamrocząc pod nosem: kurde, kurde, kurde. Wreszcie podrapał się po głowie, odwrócił  i zaczął przepraszać.
– Widzi pan, zagapiłem się. Jest mi teraz strasznie głupio i mam nadzieję, że się pan nie gniewa. Już zawracam i żeby pan sobie nie myślał, biorę całą winę na siebie. Tak to jest – zrobił minę cierpiącego na kolki mopsa – gdy nauczyciel przed czterdziestką musi parać się tak paskudną robotą, jak jazda na taksówce.
– Proszę na mnie spojrzeć, czy ja wyglądam na kogoś, kto się nadaje do takiej roboty – dokończył przydługawy monolog z rozbrajającą szczerością.

Przyznałem w duchu, że faktycznie, kariery za kółkiem to on nie zrobi, ale nie powiedziałem tego głośno. Poczułem bowiem, że się cały czerwienię, choć nie ze złości, a z zażenowania. Dotarło bowiem do mnie wreszcie, skąd to uporczywe wrażenie przeżywania czegoś ponownie.

Przecież to byłem cały ja z początków mojej kariery pod szyldem TAXI…

Identycznie błądziłem, bynajmniej nie po to, by klienta naciągnąć, ale zwyczajnie z powodu wrodzonego gapiostwa spotęgowanego słabą znajomością miasta. I tak samo brałem na litość klientów racząc ich łzawymi opowieściami, jak to zły los pokrzyżował moje ambitne plany życiowe sprawiając, że nie pozostało mi nic innego, jak wyrobić licencję i zacząć żyć z wożenia ludzi za pieniądze. Wreszcie na takiej samej zasadzie oczekiwałem od pasażerów zrozumienia i wyrozumiałości wobec pomyłek, które – jak miałem nadzieje się domyślają - są konsekwencją właśnie tego, że zostałem stworzony do wyższych celów, więc w tak trywialnej, odmóżdżającej pracy jest mi zwyczajnie ciężko.

Właśnie ta ostatnia refleksja przesądziła o tym, że zamiast empatycznego współczucia poczułem złość.

Cholerny nieudacznik i manipulant – wycedziłem cichutko, ale na razie przygryzłem język.
Dałem sobie ochłonąć i poczekałem, aż dotrzemy na miejsce. I gdy pod hotelem - znów przepraszająco chyląc karku - wręczył mi świeżo wydrukowany rachunek, nie potrafiłem sobie odmówić upustu nagromadzonego zniesmaczenia na samego siebie z bardzo nieodległej przeszłości.

Usłyszał więc, że mało mnie wzrusza to, że jest nauczycielem i zapewne lepiej wypada opowiadając o królach elekcyjnych niż wożąc ludzi z miejsca na miejsce, gdyż to wyłącznie jego problem. Ja, korzystając z czyichkolwiek usług – obojętnie: dekarza, piekarza, lekarza, prawnika czy taksiarza – oczekuję, że ten będzie się znał na swojej robocie, a nie narażał mnie na koszty wynikające z własnej ignorancji. Dlatego też za ten kurs mogę mu zapłacić dwadzieścia, a nie blisko trzydzieści złotych i jeżeli uważa, że mimo wszystko powinienem uregulować należność w całości, chętnie zadzwonię na centralę jego korporacji lub wręcz pozwolę zawieźć się na policję. Jednym słowem wygarnąłem mu wprost to, co nie raz i nie dwa powinni byli wygarnąć mi kiedyś klienci w analogicznych sytuacjach, ale  machali ręką.

Wysłuchał mojej tyrady osłupiały i widziałem, że zbiera w nim złość i ma zamiar jakoś zaoponować. Nie zrobił jednak tego, tylko grzecznie przyjął dwa banknoty po dziesięć złotych.

Wyszedłem z auta zadowolony, bynajmniej nie ze względu na dodatkowy rabat.
Istotniejsze, że dzięki niemu zobaczyłem wreszcie jasno coś, co od dawna podejrzewałem i co musiało mnie męczyć. Może więc i on przyjmie z pokorą tę lekcję?

No bo co?

Niby dlaczego akurat wobec taksiarza z przymusu, ktokolwiek miałby stosować ulgową, nomen omen, taryfę?

 



tagi: przemsa  wydawnictwo przemsa  taryfa dzienna  taryfa nocna  taryfa dzienna taryfa nocna  opowieści taksówkowe 

przemsa
26 października 2018 10:35
19     1077    3 zaloguj sie by polubić
komentarze:
sannis @przemsa
26 października 2018 10:59

Dobre. Nie wiem skąd ten wstyd się bierze ale czasem sam się na takich ocenach łapałem. Do pionu przywraca proste, wielkopolskie stwierdzenie: wstyd to jest kraść i się puszczać.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @sannis 26 października 2018 10:59
26 października 2018 11:01

Dzięki.
Wstyd, że było się manipulantem. Na dodatek żałosnym.

zaloguj się by móc komentować

valser @przemsa 26 października 2018 11:01
26 października 2018 11:27

Lata temu, bo bedzie za chwile dekada jak nie jechalem taksowka w Warszawie, bylo tak, ze miedzy Okeciem, a dworcem centralnym walaly sie tabuny poczatkujacych taksowkarzy, ale kazdy z dlugim stazem. Nie swiruja i jada prosto do celu, ale rachunek zamiast 40-42 zl jest 60. Zdarzylo mi sie pare razy polozyc cztery dychy z alternatywa, ze jak malo to niech dzwoni na policje, albo do korporacji.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @valser 26 października 2018 11:27
26 października 2018 11:32

Na nich jest jeden dobry sposób: ustalona z góry - przed kursem - kwota. Wbita w kasę fiskalną. Wzgędnie, gdy coś Ci nie pasuje, sprawdzasz zgodność rachunku z zadeklarowanym (musi mieć taki) cennikiem i właściwą dla kursu taryfą.

Na przykład w Katowicach, maksymalna stawka za kilometr po mieście między 06:00 a 18:00 w dni robocze to 3 zł. Nie można więcej i kropka. Mimo to klienci bywają oszukiwani na wyższe stawki.

 

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @przemsa
26 października 2018 12:15

E tam, to nie byłeś cały Ty tylko on był cwaną gapą, która myślała, że trafiła frajera

zaloguj się by móc komentować

przemsa @gabriel-maciejewski 26 października 2018 12:15
26 października 2018 12:32

Może bardziej świadomie manipulował, ale faktem jest, że tam samo zdarzało mi się smęcić.

 

zaloguj się by móc komentować

Ogrodnik @przemsa
26 października 2018 17:03

Od samego początku ten gostek mi się nie podobał. 

Thx :) 

zaloguj się by móc komentować

z-daleka @przemsa
26 października 2018 17:14

Nie wiem czy to fikcja litetacka do swoich przemyslen czy opisane fakty, jednakze chocby z tego faktu, ze tutaj jestesmy praktykami etyki chrzescjanskiej zmienilbym zakonczenie tej intetesujacej histori.

Otoz taksowkarz widzi swoj blad i niechcac obarczac dodatkowymi kosztami klienta wylacza taksometr wczesniej. Glowny narrator chcac utrzymac status decydujacego (wynika z tresci) wspanalomyslnie placi drozsza naleznosc ze slowami ze docenia przyznanie sie do bledu, ale to zaleta szlachetnych ludzi.

 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @z-daleka 26 października 2018 17:14
26 października 2018 17:26

Wprawdzie „Jeśli nawet historia ta nie jest prawdziwa, jest ona prawdziwym zmyśleniem.”, to jednak ma już swoje zakończenie. Ale dziękuję na propozycję :)

zaloguj się by móc komentować

przemsa @Ogrodnik 26 października 2018 17:03
26 października 2018 17:27

Dzięki również :)

 

zaloguj się by móc komentować

mooj @z-daleka 26 października 2018 17:14
26 października 2018 22:39

Darowanie zadośuczynienia nie wchodzi w podstawowy zakres etyki. Wspaniałomyślność może i dobra rzecz, ale czuję się do niej przymuszany "emocjonalno-etyczno-etosowym" połączeniem "chrześcijaństwo-wybaczenie- darowanie kary- zapomnij o otrzymaniu zadośuczynienia" - fałszywym połączeniem na lub poza granicą "szantażu".

Nie kurcze, nie jest obowiązkiem, ani rezygnowanie z zadośuczynienia, ani przemilczanie tez "że my mamy obowiązek "wspaniałomyślnie" wybaczać bez naprawienia szkód.

 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @mooj 26 października 2018 22:39
26 października 2018 22:49

Wspaniałomyślne wybaczanie jest często zwykłym tchórzostwem. 

zaloguj się by móc komentować

mooj @przemsa 26 października 2018 22:49
26 października 2018 23:06

..albo nie tak mocno - uleganiem propogandzie, zafałszowaniem oceny relacji "koszt/efekt" na swoją niekorzyść. Wydaje mi się, że temu ( wmówieniu "...e tam, nie warto, za dużo z tym zachodu") raczej ma służyć bombardowanie nas (a czuję się czasem pod ostrzałem) takim poglądem. "Nie warto" "nie wypada" "nie przystoi" "to nie po chrześcijańsku"

 a wała:)

zaloguj się by móc komentować

przemsa @mooj 26 października 2018 23:06
27 października 2018 06:32

Tchórzostwem czy uleganiem, w sumie na jedno wychodzi. 

 

zaloguj się by móc komentować

tadman @przemsa
27 października 2018 09:15

W Liderze ostatnio większość to nowi taksiarze i zachowania często jak opisano wyżej. Najlepszą historią poczęstował mnie młodziak, który sam rozpoczął nawijanie, że niby nie zna miasta, dorabiać ma do pażdziernika na taxie, bo zarobione pieniądze mają mu dać szansę na przeniesienie się ze studiami do Zielonej Góry(???), gdzie studiuje już jego dziewczyna (razem są od LO). Chce, bo rozłąka źle może wróżyć ich związkowi. Było gmeranie przy nawigacji, informacja że jeździ dopiero drugi dzień itp, ale pomogłem mu poprowadzić właściwie taksówkę i zapłaciłem tyle co zwykle.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @tadman 27 października 2018 09:15
27 października 2018 09:47

Lider rozwalił rynek taxi w Katowicach i okolicach. Jeżdżą za tak niskie stawki, że przy założeniu, że taksiarz płaci pełny ZUS, może się to spinać tylko pod warunkiem, że praktycznie nie będzie miał pustych przebiegów i spędzi za kółkiem sześć dni w tygodniu po 10 godzin lub więcej. Rzecz jasna olewając taki "detal", jak amortyzacja samochodu, bo uwzględniając ten koszt już na pewno się okaże, że sporą część zysku z poprzednich miesięcy zjadły koszty napraw i eksploatacji - nie mówiąc już o spadku wartości auta - które przy takich przedbiegach są znaczne i nieuniknione. Ale oczywiście klienci ich wybierają i to nie dziwi ani trochę. Ludzie chcą tanio i reszta im zwisa. 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @tadman 27 października 2018 09:15
27 października 2018 10:42

Dodam, że rotacja w tej korporacja taxi wynika właśnie stąd, że "nagle" - piszę to w cudzysłowie, bo dla każdego w miarę kumatego kierowcy jest to oczywiste - po jakichś mniej więcej trzech miesiącach przebiegów (głównie po mieście) rzędu pięciu tysięcy kilometrów, w auto trzeba wsadzić sporo pieniędzy. I nie dość, że to kosztuje robociznę i części, to jeszcze czas, gdy nie można zarabiać. Co bystrzejsi orientują się wtedy, że jednak nie ma nic za darmo i ten super obrót z poprzednich miesięcy zjadły w sporej części koszty. I że tak już będzie zawsze, bo po prostu auto się zużywa i psuje. W pale się nie mieści. 

 

zaloguj się by móc komentować

tadman @przemsa 27 października 2018 09:47
27 października 2018 10:45

Nie chcę trollować notki, ale skoro autor pisze o technicznej stronie to ja trochę też. Walka się zaostrza, bo ta firma wprowadziła stawkę 1,60 zł za kilometr i inne poszły tym tropem i też obniżyły ceny. Ktoś jednak się próbuje bronić status quo gangsterskimi metodami i spłonęły pomieszczenia ekspansywnej firmy wraz z komputerami. Ciekawe, że na skutek pożaru nie ucierpiało moje hasło u dyspeczera związane z numerem mojej komórki.

Czasami są drożsi i bazowa cena do Pyrzowic wynosi 100 żł, ale kiedy chciałem odebrać ważnego dla mnie gościa to moja podróż taksówką na lotnisko i powrót z gościem była droższa niż u konkurencji. Od tego taksówkarza usłyszałem, że ponoć doliczają jakąś stawkę za bagaż.

A wracając do wsparcia merytorycznego notki. To jechałem z taksiarką poniżej 30, też przepraszała, że nie zna miasta. Na taki wist pytam skąd jest. Powiedziała, że z Opola. Ja, że szkoda zostawić takie ładne miasto dla brzydkiego Śląska. Odparła, że znalazła sie tu za chłopem. Może to nie jest nawijka, a z powodu ekspansji firmy za kółkiem jeździ sporo świeżaków.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @tadman 27 października 2018 10:45
27 października 2018 10:51

Sporo świeżaków jeździ, bo nie mają pojęcia o realiach tej branży, a te tanie korporacje przyjmują ich na pniu. Jak odpadną, na ich miejsce już czekają kolejni wierząc w bajki, jak to wyśmienicie zarabia się na taksówce. Owszem, da się zarobić, ale to wymaga poświecenia tej pracy od cholery czasu i zwyczajnie szczęścia. 

A stawka 1,60 za kilometr, gdy uczciwie płaci  się  pełny  ZUS i  podatki - nie  mówiąc  już  o sytuacji,  gdy nie  jest  się  ryczałtowcem - jest poniżej opłacalności. Po prostu nie da się przeskoczyć kosztów eksploatacji i napraw. 

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować