-

przemsa

Taryfa dzienna, taryfa nocna [14]

Nie będę się krygował pytając niby skromnie, a tak naprawdę obłudnie, czy ktoś jeszcze pamięta te opublikowane tu kiedyś kilka taksówkarskich tekstów i po prostu wkleję do nich linki.
Zaraz za nimi kolejna, czternasta już odsłona.

Prolog / 1 / 2 / 3 / 4 / 5 / 6 / 7 / 8 / 9 / 10 / 11 / 12 / 13 /


„Jeśli nawet historia ta nie jest prawdziwa, jest ona prawdziwym zmyśleniem.”
Marek Hłasko „Piękni dwudziestoletni”


/cisza wyborcza, więc czemu nie.../

 

Pamiętam jeszcze czasy studenckie. Minęło wprawdzie trochę lat, a i wypity wtedy alkohol rozmył nieco obraz ludzi i zdarzeń, nie na tyle jednak, by okres ten był czarną dziurą w mojej pamięci. Niekiedy wracam więc do  tych wspomnień, choć mówiąc szczerze w zasadzie tylko w chwilach, gdy akurat coś podobnego mi się przytrafia.

Jedna z takich reminiscencji związana jest właśnie z taksówkami.

Imprezując korzystaliśmy z ich usług bardzo chętnie. Cena za kurs do lub z lokalu podzielona na czterech była śmiesznie niska i szkoda było brudzić sobie buty. Identycznie nie warto było nawet fatygować się po kilka litrów i papierosy, skoro koszt tego rodzaju zakupów podzielony na jeszcze większą ilość osób niż dopuszczalna liczba pasażerów w aucie, był pomijalny. No i minimalizował szanse dostania po ryju pod nocnym od lokalnej, zawsze liczniejszej i obowiązkowo narąbanej w mniej radosny sposób ekipy. Tak więc można powiedzieć, że korporacje taksówkowe nie tylko oszczędzały nam wysiłku związanego ze stawianiem chwiejnych kroków, ale i chroniły nasze zdrowie, a może i życie.

W tym wszystkim ten, który robił za naszego stangreta lub – gdy balowaliśmy na miejscu - gońca taszczącego mile brzęczące butelki, nie był wart choćby tylko zapamiętania, czy nosi wąsy. Podpici nonszalancko dawaliśmy typowi napiwek i trzaskając drzwiami sprawialiśmy, że znikał z pola naszej percepcji równie szybko, jak wcześniej nabijały się złotówki na nocnej taryfie.

Jedyną osobą, której zdarzało się wyłamać z tego schematu, byłem ja. Lubiłem zagadywać taksiarza o zarobki; czy jest zmęczony, od ilu już godzin wozi się po mieście, jak mu się jeździ z pijakami i – obowiązkowo - czy nie boi się pracować w nocy. Odpowiedzi, których zazwyczaj udzielano mi w miarę chętnie, nie interesowały mnie oczywiście ani trochę. Po pierwsze nie byłem trzeźwy, a po drugie pochylając się z udawaną troską nad losem szofera, chciałem zrobić dobrze wyłącznie sobie. No bo niby komu? Chyba nie temu obcemu facetowi bez właściwości, któremu ewidentnie nie wyszło w życiu.

Bo że sobie nie poradził, było dla mnie zrozumiałe samo przez się.

Jeździł taryfą, czyli parał się fachem zarezerwowanym dla mniej lub bardziej – z naciskiem na to drugie – nieprzystosowanych do podjęcia jakiejś uczciwej roboty na etacie. Cóż więc mogło mnie, ciężko uczącego się po nocach studenta obchodzić, jak wiedzie się kolesiowi ze świata ekspedientek w całodobowych, stróżów nocnych, względnie zamiataczy ulic? Kurde, chyba jasne, że tyle, co pierwszy termin egzaminu z podstaw matematyki lub dobiegających końca zapisów na nieobowiązkowe fakultety.

Teraz, gdy sam rozwożę nocami pijanych gówniarzy i któryś z nich – a większej grupce praktycznie zawsze trafi się ktoś taki – dając do zrozumienia, że doskonale wie, jak ciężki kawałek chleba przypadł mi w udziale, zabawia mnie rozmową oczekując, że docenię jego empatyczne zrozumienie dla mojego – w domyśle, bo rzecz jasna nie powie tego wprost – parszywego losu, przybieram adekwatnie poważną pozę i staram się całym sobą pokazać, jak dużo ciepła wniósł w moje życie swą szczerą troską w ten ponury, jesienny wieczór. Zdarza się nawet, że spoglądam swemu dobroczyńcy ufnie w oczy, by miał pewność, że bardzo podniósł mnie na duchu.

On – choć na razie o tym nie wie – udaje, ja zgrywam się świadomie i wszystko gra. Nie widzę z tym nic złego. Dobre samopoczucie klienta przekłada się bezpośrednio na napiwek, a ten powoduje, że jakoś lżej kręci mi się kierownicą. Ponadto słuchając tych bredni nie mogę nie uśmiechnąć się gorzko na wspomnienie siebie z analogicznych jednoaktówek. Cenię sobie bowiem bardzo tę naukę, choć jednak trochę boli, że Bóg postanowił udzielić mi lekcji w tak łopatologiczny sposób.

 



tagi: przemsa  wydawnictwo przemsa  taryfa dzienna taryfa nocna  opowieści taksówkowe 

przemsa
21 października 2018 10:13
17     954    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
gabriel-maciejewski @przemsa
21 października 2018 10:18

A co studiowałeś?

zaloguj się by móc komentować

przemsa @gabriel-maciejewski 21 października 2018 10:18
21 października 2018 10:19

Powiem Ci kiedyś na osobności :)

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @przemsa 21 października 2018 10:19
21 października 2018 10:25

Okay, zgaduję, że coś bardzo poważnego

zaloguj się by móc komentować

przemsa @gabriel-maciejewski 21 października 2018 10:25
21 października 2018 10:28

Nie, raczej nie. Choć po studiach perspektywy były niezłe. Ale potoczyło się inaczej, choć przecież taryfa to dość świeża rzecz, która trafiła mi się wiele lat (i kilka etatów) po obronie.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @przemsa 21 października 2018 10:28
21 października 2018 10:33

Mój kolega, dużo młodszy też właśnie siada na taryfę, ale on się cieszy

zaloguj się by móc komentować

przemsa @gabriel-maciejewski 21 października 2018 10:33
21 października 2018 10:43

Ja też w sumie lubię tę robotę. Uwiera mnie tylko to, że nie mam komfortu, który miałbym od dawna, gdyby wcześniejsze sprawy zakończyły się we właściwym czasie tak, jak mam nadzieję już wkrótce się zakończą. 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @przemsa
21 października 2018 14:37

Moim prywatnym zdaniem. .jedt ok

.

 

zaloguj się by móc komentować


adamo21 @przemsa
21 października 2018 19:27

Z peerelu:

Kolejka zamarzniętych ludzi na postoju taksówek (w Krakowie?). Powoli przyjeżdża taksówka. Przez uchylone okno dolatuje pytanie 'czy ktoś chce taxi do n huty?'. Ktoś odpowiada 'ja chcę'. Na to głos zza uchylonego okna 'to se kup'.

zaloguj się by móc komentować

chlor @przemsa
21 października 2018 22:37

Skoro zdawałeś "podstawy matematyki", to odpada politechnika i czysta humanistyka. Zostaje bankowość, socjologia, marketing, zarządzanie, itp.

Lubię czytać Twoje kawałki. Te pierwsze były trudniejsze, warstwowe. Dwa ostatnie są proste.

zaloguj się by móc komentować

kamiuszek @przemsa
21 października 2018 22:43

Fajne.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @chlor 21 października 2018 22:37
21 października 2018 23:00

Nie pamiętam, czy aby na pewno nazywało się to "podstawami matematyki", a przecież nie będę sprawdzał specjalnie na potrzeby krótkiego tekstu. Zwłaszcza, że to detal bez znaczenia dla treści. 

Które pierwsze? Z cyklu "taryfa"?

zaloguj się by móc komentować


chlor @przemsa 21 października 2018 23:00
21 października 2018 23:55

Wszystkie oprócz 2 ostatnich. Te ostatnie były proste. Co nie znaczy, że gorsze. Inne.

zaloguj się by móc komentować

sannis @przemsa
22 października 2018 08:56

Tak się złozyło, że przez bodaj 8 lat, sprawy w różnych bankach prowadziła mi ta sama babka. W jednym jakiś kredyt obrotowy, w  innym konto firmowe itd. Po prostu przechodziła z banku do banku co kilka lat. A że była bardzo przyjemna i zdystansowana, to nawiązała się grzecznościowa relacja. I pewnego dnia czekam późnym wieczorem na taksówkę, podjeżdża, wsiadam do środka a za kierownicą ta babka z banku. Pierwsza podjęła rozmowę widząc moją konsternację. Opowiadała, że robota w banku co raz bardziej parszywa, bo presja jest na sprzedaż kredytów jest, słabo płacą a na taryfie przyjemnie jest. A w nocy, to w zasadzie nie ma komu jeździć. Zaś pieniądze wcale nie są złe. Nawet stwierdziła, że lepsze niż w banku i ma więcej czasu dla dzieci.  

zaloguj się by móc komentować


przemsa @sannis 22 października 2018 08:56
22 października 2018 09:14

Największą zaletą tej pracy jest to, że pracujesz kiedy chcesz. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować