-

przemsa

Taryfa dzienna, taryfa nocna [13]

Nie będę się krygował pytając niby skromnie, a tak naprawdę obłudnie, czy ktoś jeszcze pamięta te opublikowane tu kiedyś kilka taksówkarskich tekstów i po prostu wkleję do nich linki.
Zaraz za nimi kolejna, trzynasta już odsłona.

Prolog / 1 / 2 / 3 / 4 / 5 / 6 / 7 / 8 / 9 / 10 / 11 / 12 /

 

„Jeśli nawet historia ta nie jest prawdziwa, jest ona prawdziwym zmyśleniem.”
Marek Hłasko „Piękni dwudziestoletni”

 

Podjeżdżam na postój w dziwnej części miasta. Nazywam ja dziwną  dlatego, że żaden taksiarz nie się tam nie ustawia. Koniec świata, blisko zerowe szanse na pojawienie się klienta. Korzysta się z niego tylko wtedy, gdy szkoda wracać do centrum i chce się poczekać na zlecenie z radia. Ja, choć bywam w tych stronach regularnie, nigdy nie widziałem tam niezrzeszonej taryfy. To najlepszy dowód, że nie warto.  Dlatego jestem mocno zdziwiony obserwując, ja w moją stronę pewnym krokiem zmierza jakaś młoda kobieta i za chwilę ładuje się do auta.

- No, nareszcie - mówi siadając. - Sporo się na pana naczekałam - dodaje z wyrzutem.

- Obawiam się, że to pomyłka - zamiast zignorować jej gadkę i ruszyć pod wskazany adres postanawiam być tym porządnym.

- Jak to - rozgląda się. - To pan nie z Ubera?

- Nie. Uber to nie jest taksówka, a pani wsiadła do taksówki. Kogut jest duży i świeci się dość jasno. Poza tym oni nie mają żadnych oznaczeń - wyjaśniam.

- Jak to nie taxi  - najwidoczniej aż tak się jej nie śpieszy, bo postanawia ze mną podyskutować. - Wiezie mnie skąd chce i gdzie chce, za co płacę. Czyli taxi.

- Tak, ale to nie taksówka. Taksówka musi być odpowiednio oznaczona, wyposażona w taksometr i kasę fiskalną, kierowca posiadać licencję - nigdzie mi się nie spieszy, więc gadam.

- Pieprzona komuna. Licencja... - prycha. - Mam gdzieś wasze licencje, dla mnie ma być szybko i tanio - ucina.

Aha, standard – myślę znudzony. Kolejna ofiara realnego korwinizmu. Znam ten typ na wylot, bo spotkałem wielu wyznawców Krula Janusza. Postanawiam jednak odpowiedzieć rzeczowo i grzecznie.

- Wie pani, ja też chętnie miałbym gdzieś licencję, taksometr, kasę fiskalną, wpis taxi do dowodu rejestracyjnego, wyższe OC, psujące lakier magnesy i kogut, ale tak się nie da. Gdy żyje się z taksówki, a nie okazjonalnego rozwożenia imprezowiczów po nocach, nie sposób pozwolić sobie na komfort ciągłego łamania prawa. Niech i mnie zwolnią z opłat, licencji i całej tej reszty, a złego słowa więcej nie powiem na kolesi jeżdżących dla Ubera. Na razie jednak, w razie kontroli, gdybym jechał z klientem bez włączonego taksometru, dostałbym srogi mandat. A oni luz, mogą. Bo nie są taksówką, choć świadczą usługę, która niczym nie różni się od usługi taxi - nie wiem po jaką cholerę to wszystko mówię, bo z doświadczenia wiem, że i tak nie dotrze, ale najwidoczniej jestem w gorszym nastroju niż mogłem przypuszczać i samo poszło.

Nic nie odpowiada. Domyślam się, że wymyśliła sobie, że poczeka w mojej taryfie. Cieplej, przyjemniej i bezpieczniej niż na dworze. Nie przeszkadza mi to, czasem lubię niezapowiedziane towarzystwo. Paniusia jednak ona nadal jest zaczepna, co zaczyna mnie drażnić. Mówi bowiem:

- Ile to za wejście? Jak wy to nazywacie - trzaśnięcie drzwiami? - zerka na cennik. - Pięć złotych! Mam już zapłacić?

- Nie trzeba - odpowiadam zerkając na zegarek. - Ale za minutę stąd znikam. Więc jeżeli czeka pani na inną - kolejne słowo akceptuję specjalnie przesadnie lekceważąco - taksówkę, to będziemy musieli się pożegnać. Swoją drogą, kupuje też pani podrabiane ciuchy, bo wartość użytkowa taka sama, więc po co przepłacać?

Wiem, że trafiłem. Zresztą ta analogia zazwyczaj wywołuje jakąś tam refleksje, bo w środowisku klientów Ubera chodzenie w podróbkach nie jest ani trochę fajne. Ale co z tego, skoro z tej celności niewiele wynika, gdyż myśl, że coś może być na rzeczy wypierana jest błyskawicznie. Podobnie zareagowała moja niby klientka. 

- Nie, nie noszę podróbek - prychnęła. - Ale jeżeli chce mi pan powiedzieć, że pana śmieszna taksówka jest niczym oryginalny ciuch, a ta od Uber to podróbka, będę musiała stwierdzić, że zabawny z pana typek - odparowała.

- Oczywiście, właśnie to chcę powiedzieć. Producenci podróbek sprzedają tanio, bo okradają tych, którzy mają prawo posługiwać się określoną marką, a kierowcy lewych firm taksówkarskich wożą klientów taniej, bo nie ponoszą tych samych wymuszonych przepisami kosztów, które obciążają legalnych taryfiarzy. Zachodzi więc pewna analogia, choć faktycznie nie tam, gdzie pewnie pani sobie wyobrażała - zakończyłem szyderczo ten lekko tylko demagogiczny i przemądrzały wywód.

- No dobra, panie legalny i niepodrabiany, za ile zawiezie mnie pan na Konopnickiej – postanowiła zmienić niewygodny temat.

- To dość blisko. W dzień byłoby pewnie jakieś dziesięć, jedenaście złotych. Teraz około piętnastu, może mniej – odpowiedziałem.

- Phi, Uber wiezie mnie, i to w nocy, za góra dwanaście – zaczęła zbierać się do wyjścia.

- Świetnie. W takim razie miłego czekania, ja niestety muszę się już zmywać. Dobranoc.

Widziałem, że się zawahała. Jej transportu nadal nie było, a jej na pewno nie uśmiechało się czekanie.

- OK. Niech będzie. W drodze wyjątku pojadę z panem. Ale płacę maksymalnie piętnaście – postanowiła się zastrzec.

- W porządku, mnie to odpowiada – zgodziłem się gładko.

Już ruszyliśmy, gdy podjechało coś, co musiało być Uberem, gdyż krążyło w tę i z powrotem. Moja klienta udawała jednak, że nie widzi jego manewrów. Zupełnie inaczej niż ja. Spokojnie wodziłem za nim wzrokiem wiedząc, że musi się domyślić, że zabrałem mu sprzed nosa klienta. Mało mnie to obchodziło, a wręcz dawało złośliwą satysfakcję. Gdyby był również taksówkarzem, to oczywiście co innego. Trudno jednak oczekiwać, bym miał wyrzuty sumienia w związku z podbieraniem roboty komuś, kto niejako z definicji żyje z tego, że podbiera ją mnie. Niech wiadomo co. Takie słowo na es.

Pod domem mojej klientki taksometr pokazał niecałe piętnaście złotych. Wziąłem jednak od niej tylko dwanaście mówiąc, że to w ramach promocji i liczę, że następnym razem skorzysta z usług naszej korporacji. Czasem mam, czy raczej: miewałem, takie idiotyczne odpały. Wyleczyłem się już z nich na szczęście.
Popatrzyła na mnie jak na idiotę i zapłaciła tyle, ile sobie szarmancko zażyczyłem.
Kilka tygodni później widziałem ją jak wsiada w tym samym miejscu do Ubera. Podobnie jak wtedy tamtego kierowcę, tak samo udawała, że mnie nie zauważa.
Cóż, nie dziwię się. Taniej to taniej. Dlaczego klient miałby czuć się zobowiązany płacić więcej za usługę tak trywialną, jak przewóz z punktu a do be tylko dlatego, że państwo ma gdzieś to, że działając na tym samym rynku jedni muszą bardzo dużo, a drudzy prawie nic. Kogo to obchodzi? Mnie już też nie.

 

 



tagi: przemsa  wydawnictwo przemsa  taryfa dzienna  taryfa nocna  opowieści taksówkowe 

przemsa
22 sierpnia 2018 13:09
13     951    4 zaloguj sie by polubić
komentarze:
syringa @przemsa
22 sierpnia 2018 13:13

Uber to typowe eskimoskie granie nam na nosie. "NIe mam pana płaszcza i co mi pan zrobisz?"

zaloguj się by móc komentować

przemsa @syringa 22 sierpnia 2018 13:13
22 sierpnia 2018 13:15

Ładnie to ująłeś.

 

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @przemsa
22 sierpnia 2018 13:23

Trochę mnie zmroziło to: "Popatrzyla na mnie jak na idiotę". Może jednak trzeba było wziąć 15.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @krzysztof-osiejuk 22 sierpnia 2018 13:23
22 sierpnia 2018 14:27

Pewnie, że trzeba było. Słusznie popatrzyła jak na idiotę.

 

zaloguj się by móc komentować

tadman @przemsa
22 sierpnia 2018 14:30

Fajny powrót. Zza kółka jednak sporo widać. :)

zaloguj się by móc komentować

przemsa @tadman 22 sierpnia 2018 14:30
22 sierpnia 2018 16:22

Bo to też taka robota, że tylko się siedzi i gapi przez okno ;)

 

zaloguj się by móc komentować

Ogrodnik @przemsa
22 sierpnia 2018 20:05

"Niezbyt miły pan taksówkarz z wąsem, narzekający na wszystko, co go otacza, jeżdżący 20-letnim samochodem, może wkrótce odejść do przeszłości. Wszystko przez młodego, obeznanego z technologią i uprzejmego Uberowca."

http://kontostudenta.pl/oszczednosci/uber.html

;)

Zawsze czekam na dawkę Pana solidnej prozy.
A Hłasko też chyba nie był specjalnie miły.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @Ogrodnik 22 sierpnia 2018 20:05
22 sierpnia 2018 20:37

Młody, obeznany z technologią uberowiec dość szybko zamienił się we wprawdzie również młodego, ale jeżdżacego starym gratem, nieznającego miasta Ukraińca :)

I dziękuję, miło mi.

 

zaloguj się by móc komentować

chlor @przemsa
22 sierpnia 2018 21:34

Dla pociechy można dodać, że ten Urban opanował całą Unię. Z  Anglią, Niemcami, Węgrami i Czechami łącznie. Czyli są całkowicie nietykalni. No,ale w Szczecinie ich nie ma. Co to może oznaczać?

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @przemsa
22 sierpnia 2018 23:46

To prawo Kopernika, ale nie należy przesadzać.

Starych drzew.

:)

zaloguj się by móc komentować

przemsa @chlor 22 sierpnia 2018 21:34
23 sierpnia 2018 06:00

Na Węgrzech chyba mają zakaz. W Londynie mieli. W Czechach będą potrzebować licencję. W Niemczech też coś słyszałem o problemach firmy na Ü. Więc nie do końca tak z tą nietykalnością. Nietykalni to są w Polsce. Podobnie jak lewe taksówki bez licencji. Klientom się nie dziwię, że mają gdzieś taksometry, kasy fiskalne paragony i licencje, ale że rząd i samorządy mają w dupie prawo i pieniądze, to już jednak pewien ewenement.
 

 

zaloguj się by móc komentować

tadman @przemsa 22 sierpnia 2018 20:37
23 sierpnia 2018 07:28

Widziane nie z taksówki, czyli Ukraińcy tylko dlatego, że są tani, czy penetrują rynek mieszkań do wynajęcia?

 

Bratanica z rodziną wpadła na pomysł, aby wracając z Południa zahaczyć o Kraków i pokazać go dzieciakom. W tym celu zarezerwowali sobie przez internet mieszkanie na 3 noclegi. Kiedy dotarli późnym wieczorem na miejsce to w mieszkaniu czekał na nich Ukrainiec z kluczami. Na szczegółowe pytania co do mieszkania nie potrafił za bardzo odpowiedzieć. Jeśli idzie o klucze to przy opuszczaniu mieszkania nie należało je oddać sąsiadowi, ani wrzucić do skrzynki na listy, a zostawić na stole w kuchni. Zaskoczonej rodzinie powiedział, że mają opuścić mieszkanie do 12:00, a sprzątająca pani zjawi się zaraz po nich; pani zapewne też była Ukrainką.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @tadman 23 sierpnia 2018 07:28
23 sierpnia 2018 11:51

Bo im się jeszcze wydaje, że za gówniane stawki można nie tylko jeździć, ale jeszcze zarabiać.
Taki "detal" jak amortyzacja samochodu - zresztą nie tylko dla nich, także dla pracujących dla super tanich korporacji taxi - to zupełna abstrakcja. A później szok, że po trzech miesiącach robienia miesięcznie 4-5 tys. (i więcej) km po mieście, auto wymaga nakładów, które skutecznie zżerają ten niby zajebisty, wynikający z dużej ilości kilometrów robionych po nędznych stawkach, zysk. Gdy któryś się wreszcie zorientuje, że tyra za grosze i odejdzie, nie ma problemu. W kolejce już czekają następni frajerzy wierzący, że koszty ekspolatacjo samochodu to wymysł jakichś maniaków motoryzacji.

 

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować