-

przemsa

John Rambo przynajmniej nie jest pasożytem

Gdybym miał wskazać, co jest dla mnie mniej kuszącego od spędzenia wieczoru w kinie, byłby to chyba tylko udział w dowolnej imprezie masowej lub potańcówka. Dlatego też bardzo rzadko daję się zaciągnąć na seans filmowy, choćby nawet był to głośno zapowiadany największy hit dekady. A może zwłaszcza, bo doświadczenie nauczyło mnie już, że im wspanialszym coś ma być dziełem, tym większym zazwyczaj okazuje się być bełkotem.

Wczoraj jednak wybrałem się na koreański film pod tytułem Parasite, czyli Pasożyt. Dlaczego pozostawiono tytuł angielski nie podejmuję się zgadywać. Ważne, że film zapowiadał się nieźle w tym sensie, że każdy, kto oglądał go już wcześniej zapewniał mnie, że jest wyśmienity, a ponadto dane mi było uniknąć zapoznania się choćby tylko z luźnym zarysem fabuły. Unikam bowiem starannie filmów i książek, które jakiś pajac zdążył zrecenzować w ten sposób, że w sumie śmiało można zacząć seans lub lekturę od połowy. Tutaj miałem pełen komfort wynikający z oczekiwania na niespodziankę i cichą nadzieję, że tym razem może faktycznie było warto i za dwie godziny z małym hakiem nie będę żałował osiemnastu złotych.

W kinie zasiadło sporo osób. Nie wiem, ale to chyba rzadkość, więc pewnym było, że nie tylko ja spodziewam się czegoś super. Wprawdzie przez pierwsze kilkanaście minut musiałem się przyzwyczaić do zupełnie obcego mi brzmienia języka koreańskiego, ale że niedawno byłem na Węgrzech, nie irytowało mnie nawet przesadne długo to, że z dźwięków nie sposób wyłowić czegokolwiek, co dałoby się podpiąć pod jakiś choć z grubsza zrozumiały język europejski. Skupiłem się na napisach i poszło gładko. Fabuła zaczęła mnie wciągać. Może nie bardzo, ale na tyle, że nie drzemałem, choć byłem zmęczony. Nie chcę ujawniać tu teraz jej szczegółów, by nie psuć zabawy potencjalnym widzom w sposób, który przed chwilą sam krytykowałem, zatem ograniczę się do ogólników.

Widzimy biedną, ale zaradną rodzinę z dwójką dorosłych, zdolnych, choć z brak funduszy niewykszatłconych dzieci. Przede wszystkim jednak pozbawioną kompleksów i zgraną. W opozycji do niej przedstawiona jest rodzina bardzo, wręcz niesamowicie bogata. Obie rzecz jasna funkcjonują w innych miejscach i okolicznościach nic o sobie nie wiedząc. W pewnym momencie stykają się ze sobą, ale nie dochodzi do bezpośredniej konfrontacji dwóch odmiennych światów w jakich funkcjonują. To ta pierwsza wkracza do świata tej zamożnej. Nie chcę opwiadać więcej, więc tylko bardzo ogólnikowo stwierdzę, że dzieje się to w sposób mocno nieuczciwy, bo kosztem innych ludzi. I nie ma tu znaczenia to, że niezamożni mają kwalifikacje, chęci i możliwości, by starannie i kompetentnie wywiązywać się z powierzonych im zadań. Faktem jest, że by to osiągnąć musieli posunąć się do oszustwa. Tym bardziej nagannego, że zrealizowanego z krzywdą osób trzecich. Reżyser nie akcentuje tego specjalnie. To tylko moja obserwacja i przypuszczam, że odosobniona. Z mojego punktu widzenia rzutująca jendak na całościową ocenę Parasite. Z tego bowiem powodu nie potrafiłem kibicować biedakom, którzy w zamyśle mieli przecież wzbudzać w widzach pozytywne emocje. Nie żałowałem ich, a finał - nagły, niespodziewany i zaskakujący - nie spowodował, że zmieniłem zdanie.

W tym miejscu wypada przyznać, że reżyserowi udało się w sposób nieprzesadzony pokazać także rodzinę krezusów. Mógł przecież zrobić z nich bezwzględnych, chciwych i pełnych pogardy dla bliźnich, zdeprawowanych socjopatów, ale nie posunął się do takich tanich, szablonowych chwytów. Są oni głównie naiwni, ale też w gruncie rzeczy w sympatyczny sposób. Widz nie ma raczej powodów, by pałać do nich specjalną niechęcią. To, że głowa rodziny, mąż i ojciec nie toleruje spoufalania oraz źle znosi zapach... Nie, tego nie mogę zdradzić, bo to całkiem istotny szczegół. W zasadzie więcej już nie mogę napisać, by nie popsuć wam ewentualnej zabawy. Końcówka jest mocna i szkoda byłoby popsuć ją jakimś nieopatrznie wyjawionym detalem.

Podsumuję więc tę niby recenzję stwierdzeniem, że Parasite na pewno nie jest filmem szablonowym i mógłbym go nazwać nawet bardzo dobrym, gdyby właśnie nie to, że nie potrafiłem zapałać sympatią do żadnego z bohaterów. Być może nie powinno być to problemem, a już zwłaszcza rzutować na końcową notę, ale  jak napisałem na początku, stronię od kina i tym samym nie można mnie nazwać widzem wyrobionym. Po prostu dla mnie bohater musi walczyć w słusznej sprawie jeżeli mam go polubić i koniec.

Dlatego właśnie trochę żałuję, że zamiast na Parasite nie wybrałem się na kolejną część przygód Johna Rambo. Ten na pewno nie dorobił się pozycji krwawego mściciela nędznymi, czynionymi kosztem innych potencjalnych krwawych mścicieli knowaniami. Gdyby więc nie to, że już tegoroczną normę na kino wyrobiłem, poszedłbym raczej zobaczyć, ilu legendarny bohater z Wietnamu tym razem złych rozwalił.

Dziękuję za uwagę.



tagi: kino  film  recenzja  parasite  pasożyt  rambo v  john rambo  gi-saeng-chung 

przemsa
6 października 2019 15:26
20     1303    3 zaloguj sie by polubić
komentarze:
manama1 @przemsa
6 października 2019 17:33

Nie widziałem (jeszcze) tego filmu w całości - co mi się rzuca w oczy- znaczna nistrawnośc dla europejskiego żółądki poprzez zestawienie czystego makiawellizmu z najwyższej połki z przepełnioną światłem muzyką. Poza tym  mamy tu odwrócenie tu porzadku rzeczy: to "biedni" są sroną dominukąca (widziałem tylko częśc- zaznaczam)  i ogrywającą tych 'uprzywilejowanych" - to tez budzi -znacyz to odwrócenie porzadku -  pewen niesmak. W skrócie: jest to film dla "koneserów" na miarę dzisiejszego czasu, gdzie sztuka kamuflażu została przewrotnie zdyskrdytowana przez swoją nieprzyswajalność.  Jest to więc potępienie i zaprzeczenie zła - ale tak zrobione żę w pewnym sensie się  z tym złem utożsamia.  film na miarę czasów, przynajmniej w sojje pierwszej cześci. Zobacze potem co dalej.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @manama1 6 października 2019 17:33
6 października 2019 17:52

Zobacz i daj znać, jak wrażenia. Na pewno jest to film w jakiś sposób się wyróżniający. Ale też te wszystkie zachwyty, które do mnie docierają, uważam za trochę przesadzone. Jak napisałem, dla mnie główne postaci to zwykłe cwaniaczki, na dodatek bezwzględne i cyniczne. Nie potrafiłem im kibicować i chyba byłem w tym odosobniony, co w gruncie rzeczy jest dość smutne.

 

zaloguj się by móc komentować

chlor @przemsa
6 października 2019 20:06

Ciekawa recenzja. Mój kolega był w Seulu i opowiadał, że jego głównym problemem było znalezienie w ogromnych spożywczakach czegoś, co choćby było podobne do produktów uważanych w Europie za żywność. Ludzie którzy jedzą tak dziwne rzeczy muszą chyba być inni niż reszta świata.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @chlor 6 października 2019 20:06
6 października 2019 20:20

Azjatycka kuchnia mnie trochę przeraża. Chyba tylko w wersji europejska mogę jej próbować, bo gdy patrzę na te wszystkie dziwne, morskie stwory serwowane tak, że sprawiają wrażenie półżywych, to wiem, że nie tknąłbym tego z własnej woli. 

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @przemsa
6 października 2019 20:26

A jak ma się brzmienie  tytułu filmu  do zawartego w nim morału (zakładam, że jakiś morał był uchwytny)?

zaloguj się by móc komentować

przemsa @stanislaw-orda 6 października 2019 20:26
6 października 2019 20:31

Tytuł dość dobrze pasuje do fabuły, nie morału. Ten zależy w sumie od widza. Nie jest jednoznaczny i wyrażony wprost w każdym razie.

zaloguj się by móc komentować

chlor @przemsa
6 października 2019 22:43

Morał to był w "kinie moralnego niepokoju". Taki, że wszystkie, panie dzieju kradnom i sie molestujom po krzakach.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @przemsa
6 października 2019 23:19

Zachęciłeś, w sumie. 

zaloguj się by móc komentować

manama1 @przemsa 6 października 2019 17:52
6 października 2019 23:49

Generalnie film jest o nieprzekraczalności granic  w świecie, który jawi się ułudą (tak jakby kłamstwo w kłamstwie, które nie daje prawdy- bo dać nie może). Wnisek nieprzekraczalność roli (gdzie "sprawdza się tylko plan, którego nie ma"0 jest też oczywiśce kłamstwem. Film jest niebezpieczny  w mojej ocenie - bez silnego "kręglosłupa" można się pogubić.

zaloguj się by móc komentować

manama1 @przemsa 6 października 2019 17:52
6 października 2019 23:58

Przy czym najbardziej uchwytną  (i w  zasadzie najistotniejszą)  granicą jest zapach, rzecvz sama w sobie zbywalna i zarazem nie. Tam jest masę takich wątków.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @Grzeralts 6 października 2019 23:19
7 października 2019 06:16

To chyba dobrze, w sumie :)

 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @manama1 6 października 2019 23:49
7 października 2019 06:18

Chyba większość filmów współczesnych ma to do siebie, że bez silnego "kręgosłupa" można się pogubić. 

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @przemsa
7 października 2019 08:44

Jak telewizja kupiła Bill Cosby Show, mój kolega powiedział - mnie to jakoś nie śmieszy, może dlatego, że to Murzyni?

zaloguj się by móc komentować

Draniu @przemsa 7 października 2019 06:18
7 października 2019 08:59

A ja już dawno wbilem sobie w mózg kod amerykański ,że tzw.kinematografia to jest show ,że nie ma nic wspolnego ze sztuką, bliżej jej jest do szmiry i kuglarstwa niż do sztuki, a tak w ogóle to jest jedno z głównych narzędzi propagandy oraz oglupiania luda..Nadaremno doszukiwać się " kręgosłupa" .. A jak ktoś się pojawi z takim kręgosłupem natychmiast zostaje zniszczony , syndrom Mela Gibsona.. 

Jednak wybiorę czytanie książki i poświęcę na to czas ,niż mam się wybrać do kina.. 

My Polacy mamy szczególny sentyment do filmu , bo to była specyficzna ucieczka od komunistycznej rzeczywistości , to bylo takie malutkie okienko na świat.. Może stąd taki sentyment do kina i wieczna nadzieja,ze zobaczymy coś interesującego.. Osobiście juz dawno ,dawno wybilem sobie z głowy  tego rodzaju sentymenty..

zaloguj się by móc komentować


przemsa @Draniu 7 października 2019 08:59
7 października 2019 09:10

Też wolę czytać niż oglądać migające obrazki. 

 

zaloguj się by móc komentować

manama1 @przemsa 6 października 2019 17:52
7 października 2019 10:50

I jeszcze jedna rzecz:  film jest -powiedzmy- "dobry" ze względu nie na jego niestrawną przwrotność, ale na wielowątkowość w zasadzie ogólnie inteligentnego przekazu. Zderzenie świata  pijaru 'biednych" acz inteligentnych, z wiedzą kuturalną bogatych acz leniwych i chcących być oszukiwanymi,a zatem bymajmniej -wbrew deklaracjom- nie naiwnych "bogatych" ("daj mi naroktyki")  wymaga (od Europejczyka) pewnej przynajmniej pseudoogłady.

Np scena z ustawianiem stołow na wypielegnowaniej trawie ( nawiazanie do francuszczyny - Monet  - i jednocześnie kpina z anglosaskich upodobań, gdzie jednak wszytsko co hamerykańskie jest de best "kupiłam w USA") oraz  przywołanie przy tym sceny z bitwy wspoaniałego acz ZDRADZONEGO przez swoich generała, jest  tu najprosztszym przykładem potrzeby posiadania pewnej chcoiażby minimalnej wiedzy, itd itd itd.

Poza tym przekazam o ktorym już wspominałem, film jest zatem rodzajem intelektualnej wielopoziomowej łamiglowki, i dlatego tez przyciaga taką powszechną uwagę, sadzę. Ogólnie jednak przekaz jest gorzej niż okropny.

zaloguj się by móc komentować

atelin @przemsa
7 października 2019 11:48

Rambo nie jest zły, najważniejsze zdania padają zawsze na końcu, ale to robili republikanie.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @atelin 7 października 2019 11:48
7 października 2019 13:19

Chyba się wybiorę.

 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @manama1 7 października 2019 10:50
7 października 2019 13:20

Tak, na pewno nie jest to film szablonowy i przwidywalny.

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować